Wyborcza.pl

"Apteka dla aptekarza" weszła w życie. Gdzie są jeszcze miejsca na nowe apteki? W Sopocie będzie walka o jedną lokalizację

Autor: Ireneusz Sudak, Bartosz Chyż | 04.08.2017

Od dwóch miesięcy obowiązują przepisy ograniczające otwieranie nowych aptek. Razem z firmą DataWise sprawdzamy, gdzie jeszcze wcisną się nowe placówki.

  • Małe apteki chwalą przepisy. Dzięki nim ograniczona zostanie konkurencja ze strony dużych sieci, które miały więcej pieniędzy na otwieranie swoich placówek w najlepszych lokalizacjach, wycinając często mniejszą konkurencję;
  • najwięcej aptek może jeszcze powstać w Rudzie Śląskiej;
  • w Rybniku ponad 65 proc. mieszkańców nie ma apteki w promieniu 300 m od miejsca zamieszkania.

Najłatwiej o aptekę w Krośnie, statystycznie jedna musi obsłużyć niecałe 1,3 tys. mieszkańców, a w Jastrzębiu-Zdroju aż 4 tys. mieszkańców. 9 kwietnia Sejm uchwalił ustawę zwaną w skrócie „apteka dla aptekarza”, która wprowadza ograniczenia geograficzne i demograficzne przy otwieraniu nowych placówek.

Przepisy wprowadzają cztery zasady, z których wynika, że nowe apteki nie będą mogły powstać:
- w gminach, gdzie liczba mieszkańców przypadających na jedną aptekę jest mniejsza niż 3 tys.;
- gdy kolejna apteka znajduje się w odległości do 500 m;
- jeśli właściciel ma już cztery apteki;
- gdy właściciel nie jest z wykształcenia farmaceutą.

Razem z firmą DataWise, która zajmuje się analizowaniem danych geolokalizacyjnych, sprawdziliśmy, w których powiatach grodzkich, po uwzględnieniu ustawowych kryteriów geograficznych, mogą powstać apteki. Okazuje się, że w poszczególnych miastach możliwości otwierania nowych aptek zmalały do minimum.

Najwięcej, bo 30 aptek może powstać w 139-tysięcznej Rudzie Śląskiej. Tuż za nią jest Warszawa (25 apteki), Zabrze, Rybnik (po 24 apteki) i Chorzów - 21. Na drugim końcu są miasta takie jak Sopot, Wałbrzych, Zielona Góra czy Chełm, gdzie jest miejsce na tylko jedną aptekę.

Według danych firmy QuintilesIMS w ubiegłym roku przybyło 513 aptek sieciowych, ale zamknięto 366 aptek indywidualnych. W ostatnich dniach pojawiła się informacja o „pierwszej ofierze” ustawy. Chodzi o poznańską aptekę Galenica, która musiała skończyć działalność, gdy Izba Administracji Skarbowej w Poznaniu nie przedłużyła jej umowy najmu.

Właścicielka apteki Galenica Elżbieta Taterczyńska w oświadczeniu opublikowanym na stronach Naczelnej Izby Aptekarskiej poinformowała, że popiera ustawę AdA i że jej zdaniem kryteria powinny zostać wprowadzone już 10 lat temu. "Zbieżność dat likwidacji Apteki Galenica i ustawy AdA jest przypadkowa. Wygaśnięcie umowy najmu było zaplanowane już pod koniec ubiegłego roku przez Izbę Administracji Skarbowej w Poznaniu. Była to decyzja ówczesnych urzędników w związku z planem przebudowy lokali użytkowych na kolejne biura i wykorzystaniem funduszy unijnych! Bezduszna decyzja urzędników poskutkowała likwidacją Apteki Galenica” - czytamy w oświadczeniu Elżbiety Taterczyńskiej.

Ministerstwo Zdrowia i niezależni aptekarze odpowiadają, że chodzi o ochronę rynku przed niekontrolowaną ekspansją aptek i że rynek farmaceutyczny nie jest wolnym rynkiem – sprzedaż apteki to średnio 39 proc. leki refundowane, czyli takie, za które płaci państwo. I państwo ma prawo decydować, jak wydawane są te pieniądze.

Przepisy zostały uchwalone przy ostrzeżeniach ze strony UOKiK i Ministerstwa Rozwoju, które zwracały uwagę na możliwy wzrost cen leków ze względu na ograniczenie konkurencji. Niezależni aptekarze w wielu listach do naszej redakcji mówią, że obawy urzędów są na wyrost i że ceny nie wzrosną, choć są i tacy, którzy twierdzą, że „nie wszyscy chcą niskich cen”. W praktyce na skutki działania ustawy trzeba poczekać jeszcze wiele miesięcy, jeśli nie cały rok.

Pokaż komentarze (2)Dodaj komentarz