Wyborcza.pl

Zobacz, skąd nadają telewizje omijając granice. Dzięki temu nie grozi im planowana przez PiS dekoncentracja

Autor: Bartosz Chyż, Vadim Makarenko | 20.10.2017

Przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości zapowiadali, że po wakacjach "wezmą się za media". Na razie rząd jest zajęty innymi sporami, a my przyglądamy się zagranicznym nadawcom bez polskich koncesji. Tą ścieżką może wkrótce pójść część polskich firm.

  • w Polsce telewizje nadające z zagranicy mają łącznie ok. 9 proc. rynku, mierzonego jako udział w widowni telewizyjnej;
  • najwięcej stacji w Europie Środkowej kierujących programy do zagranicznych widzów nadaje z Czech;
  • na kontynencie liderem pod tym względem jest Wielka Brytania.

Jak przekonywał przed kilkoma dniami w radiowej Jedynce wiceminister kultury Jarosław Sellin, dekoncentracja mediów wciąż czeka na "decyzję polityczną" rządu, czy kierownictwa" [partii]. Jak dodał Sellin - "Ta ustawa jest gotowa, nawet w kilku wariantach", jednak szczegóły tych rozwiązań nie są cały czas znane.

Na początku sierpnia "Wyborcza" pisała o tym, że rządzący planują wprowadzenie 20-proc. pułapu zagranicznych inwestycji w spółkach medialnych. Taki limit mógłby uderzyć we właścicieli TVN-u (amerykański Scripps Network przejmowany właśnie przez Discovery Communications). Sellin mówił o kilku wariantach ustawy dekoncentracyjnej, które przygotował jego resort.

Sprawa nie jest prosta. Dekoncentracja mediów, czyli wymuszenie podziału albo sprzedaży części aktywów spółek medialnych, napotka opór prawny, bo inwestorzy będą stosować fortele, zakładać spółki-córki albo po prostu pozywać rząd. Z kolei repolonizacja, czyli wyparcie albo ograniczenie udziału kapitału zagranicznego w mediach poza oporem prawnym (w UE obowiązuje swobodny przepływ ludzi i inwestycji), będzie musiała pokonać również technologie.

Jak wynika z danych European Audiovisual Observatory działającego przy Radzie Europy, na Starym Kontynencie działa ponad 5 tys. kanałów telewizyjnych i 2,5 tys. serwisów z materiałami wideo na żądanie (VOD). Zdecydowana większość z nich (odpowiednio 4 tys. i 2,2 tys.) funkcjonuje w krajach unijnych.

Są w Europie kraje, jak Estonia, Litwa, Irlandia, Austria, gdzie ponad 90 proc. wszystkich stacji telewizyjnych to stacje nadające z zagranicy.

Spora część tych kanałów telewizyjnych i serwisów VOD jest skierowana na działalność poza granicami kraju macierzystego. Klasycznym przypadkiem jest Wielka Brytania - połowa wszystkich działających telewizji jest skierowana na inne rynki. Gdyby więc Prawo i Sprawiedliwość uderzyło w zagranicznych nadawców, to część z nich mogłaby z łatwością przenieść swoją działalność do innego europejskiego kraju i nadawać stamtąd. W naszym regionie takim lokalnym "hubem" już w tej chwili są Czechy. To stamtąd działają kanały należące do amerykańskiego Time Warner (Cinemax i HBO), Disneya czy AMC Networks (np. Minimax).

Budowana przez dwie ostatnie dekady silna pozycja Wielkiej Brytanii wynika z ciągłego napływu amerykańskiego kapitału. Większość koncernów medialnych z USA otworzyła swoje europejskie filie w Londynie i właśnie tam wystąpiła o koncesje zarówno na programy skierowane do Brytyjczyków, jak i do obywateli innych krajów Europy. Holandia jest atrakcyjna dla zagranicznych nadawców z uwagi na swój system podatkowy, a konkretnie na niższy podatek od zysku. Warto pamiętać, że przez pierwsze dwa lata (1992-93) Polsat nadawał swój program przez satelitę właśnie z Holandii. Czechy wypracowały uproszczoną i przyspieszoną ścieżkę przyznawania koncesji tzw. nadawcom zdelokalizowanym, czyli takim, którzy chcą nadawać poza Czechy.

W przypadku niektórych państw, jak Węgry, Holandia czy Szwecja, łączny udział zagranicznych stacji telewizyjnych w krajowym rynku jest znaczący, powyżej 20 proc. W Polsce te telewizje łącznie zdobyły ok. 9 proc. widowni.

Podpowiedź co do tego, w którym kierunku pójdą proponowane rozwiązania, dają słowa Jarosława Kaczyńskiego z minionego weekendu podczas spotkania z członkami klubów "Gazety Polskiej" w Spale:

Rynek gazet telewizyjnych, gazeta dla pań, gazet dla młodzieży - to jest jedna firma w Polsce. Rynek codziennej prasy lokalnej - to jest inna firma. Jest też ogromna przewaga jednej firmy w telewizji, jeżeli chodzi o reklamy - to jest przeszło 40 proc. dla jednej firmy.

Z kolei Jacek Karnowski, redaktor naczelny "Sieci prawdy", snuł wizje, że warto nowy ład medialny tworzyć np. odbierając i rozdając na nowo koncesje telewizyjne.

Pokaż komentarzeDodaj komentarz