Wyborcza.pl

Sądy orzekają powoli? Nie wszędzie. Skąd bierze się przekonanie o wolnych młynach sprawiedliwości?

Autor: Szymon Pifczyk | 20.02.2017

W Polsce panuje przekonanie, że sądowe młyny mielą powoli, a procesy ciągną się latami. Choć faktycznie w niektórych sądach okręgowych, do których trafiają najpoważniejsze sprawy, trzeba odczekać dobrych kilka miesięcy na wyrok, to wieloletnie, wyczerpujące procesy są raczej wyjątkiem.

  • najdłużej na wydanie wyroku czeka się w dużych okręgach sądowych: w Warszawie, Płocku, Gdańsku i Bydgoszczy, Łodzi i Szczecinie;
  • przeciętny proces trwa od 3 do 7 miesięcy;
  • jeśli liczyć całość postępowania, od zarejestrowania sprawy do egzekucji komorniczej, to najdłużej na kompleksowe rozstrzygnięcie trzeba czekać na Śląsku, Podkarpaciu i Mazurach.

Zamieszanie wokół sądów i procesu wyboru sędziów, jakie funduje nam w ostatnich miesiącach partia rządząca, wzbudza dyskusje na temat sądownictwa. Dla przeciętnego obywatela sądy to niezbadane wody. Polacy starają się nie sądzić także dlatego, że w obiegowej opinii procesy ciągną się latami. Rządowy Informator Statystyczny Wymiaru Sprawiedliwości dostarcza jednak danych, które zdają się przeczyć temu przekonaniu.

W 2016 r. w polskich sądach toczyło się 5,9 mln spraw. Z tego 5,6 mln w sądach rejonowych, a 264 tys. w okręgowych. Zgodnie z danymi dostarczanymi resortowi sprawiedliwości przez sądy okręgowe więcej niż rok trwa prawie co dziesiąta sprawa. Najgorzej pod tym względem jest w Warszawie, Płocku i Gdańsku, gdzie ponad rok ciągnie się 12 proc. postępowań i więcej, a najlepiej – mniej niż 5 proc. - w mniejszych okręgach, np. Tarnowie czy Przemyślu.

Mapa niewiele zmienia się, jeśli popatrzymy na sprawy, których rozpatrzenie zabiera więcej niż 36 miesięcy (trzy lata). W najgorszych sądach okręgowych (ponownie Warszawa) jest ich około 3 proc., w najlepszych (znów Tarnów czy Przemyśl) – nawet nie pół procent.

Skoro tak niewiele spraw trwa bardzo długo, to ile trwa przeciętna sprawa? Okazuje się, że w zależności od sądu okręgowego postępowanie może trwać od trzech do siedmiu miesięcy. Ponownie mapa niewiele różni się od poprzednich. Duże i ludne okręgi, jak warszawski czy gdański, nie dają sobie rady z przerobem dziesiątek spraw, podczas gdy te mniej zaludnione, jak przemyski, mają tutaj łatwiej.

Skąd więc bierze się przekonanie o wolnych młynach sprawiedliwości? Być może z tego, że zapadnięcie wyroku to dla osób zainteresowanych nie do końca koniec sprawy – wszakże często trzeba wykonać egzekucje komornicze i inne działania. Okazuje się, że jeśli policzymy czas trwania sprawy od pierwszego jej zarejestrowania aż do zakończenia działań komorniczych właśnie, jej długość znacznie wzrasta – w najgorszych okręgach nawet do 17 miesięcy. Co ciekawe, zmienia się też obraz mapy. Sądy na Kujawach i Pomorzu, które dość wolno wydają wyroki, tutaj wychodzą znacznie lepiej. Warszawa i Płock także poprawiają swoją pozycję. Najkrócej czeka się w dwóch miastach na „Ł” – Łomży i Łodzi.

Pokaż komentarze (15)Dodaj komentarz