Wyborcza.pl

Zięć, były szef wywiadu i kilku ekonomistów. Kto ma największy wpływ na Donalda Trumpa?

Autor: Bartosz Chyż | 27.01.2017

Donald Trump już tydzień sprawuje urząd prezydenta USA. Część członków jego gabinetu wciąż czeka na zatwierdzenie przez Senat. Ale bardzo prawdopodobne jest, że większy wpływ na Trumpa będą mieli jego doradcy niż ministrowie.

  • doradcy Donalda Trumpa to głównie biali mężczyźni;
  • większość z nich sprawdziła się w jego kampanii wyborczej;
  • nowy prezydent odsunął od siebie część współpracowników, typowanych wcześniej jako członków jego administracji.

Kim są ludzie z zaplecza Trumpa?

Na zdjęciach z Gabinetu Owalnego Donald Trump widać, że podpisuje swoje pierwsze decyzje niemal wyłącznie w otoczeniu doradców-mężczyzn. Jedyną kobietą w pokoju jest jego żona, Melanie. Podobnie było, gdy Trump podpisywał w poniedziałek dekret zakazujący finansowania przez państwo organizacji międzynarodowych, które zajmują się m.in. aborcją. Przy biurku siedzi prezydent i kilku jego doradców, samych mężczyzn. To oni oraz jedyna kobieta w tym gronie, Kellyan Conway, będą mieli największy wpływ na działania prezydenta i dostęp do jego uszu. Jest to o tyle istotne, że jak opisywał "The Washington Post", Donald Trump:

(..) zwykle jest rozkojarzony i robi to, co podpowiada mu ostatnia osoba, z którą rozmawiał.

Być może w kwestii podejmowania decyzji przez Trumpa nie należy patrzeć na jego ministrów-sekretarzy, ale na otaczający go na co dzień sztab doradców. Głównym, przynajmniej formalnie, został autor jego sukcesu wyborczego, szef radykalnie prawicowego portalu Steve Bannon.

Bardzo duży wpływ na niego będzie miała córka Ivanka i jej mąż Jared Kushner. Zięć Trumpa został doradcą ds. umów handlowych i Bliskiego Wschodu. Za swoją pracę nie będzie dostawał wynagrodzenia. Mówi się o nim jako o szarej eminencji, równie ważnej jak wiceprezydent Mike Pence. W kampanii prezydenckiej położył nacisk na media społecznościowe i bardzo dokładne kierowanie wpisów w nich pod konkretne grupy wyborców. Nie wiadomo jednak, jakie poglądy Jared i Ivanka mają na sprawy międzynarodowe.

Grafika jest interaktywna. Kliknij w zdjęcie, by dowiedzieć się więcej o danej osobie

Przez pierwszy tydzień prezydentury, dwójka najbliższych współpracowników Trumpa zaliczyła poważne wpadki. Najpierw rzecznik prasowy Białego Domu Sean Spicer stwierdził, że media celowo błędnie donosiły o tym, że w inauguracji prezydenta Trumpa uczestniczyło wyjątkowo mało Amerykanów. Tymczasem proste porównanie zdjęć z ostatniej inauguracji i z 2009 r., gdy prezydentem zostawał Barack Obama, pokazuje pustki przed Kongresem. Jeden ze specjalistów, cytowany przez "The New York Times", ocenił, że tłum na pierwszej inauguracji Obamy był trzykrotnie większy niż ten zgromadzony 21 stycznia. Jeszcze tego samego dnia inna doradczyni prezydenta, Kellyan Conway, broniła swojego kolegi. Według niej posługiwał się on terminem "faktów alternatywnych".

Spicer na kolejnej konferencji przekonywał też, że Trump wygrał wybory prezydenckie nie tylko w liczbie zdobytych głosów elektorskich. Wedle oficjalnych wyników Hillary Clinton podczas listopadowego głosowania zdobyła ponad 3 mln głosów bezpośrednich więcej niż Trump. On jednak uważa, że to dlatego, że zagłosowała na nią duża liczba nielegalnych imigrantów nieposiadających praw wyborczych. Tę teorię podtrzymał rzecznik prasowy Białego Domu.

Po wyborach z otoczenia Trumpa zniknęło kilka osób, które były filarami jego kampanii wyborczej. Żadnego stanowiska nie dostał ani Newt Gingrich, były przewodniczący Izby Reprentantów, ani Rudy Giulliani, były burmistrz Nowego Jorku. Obaj byli typowani na stanowisko sekretarza stanu.

Pokaż komentarzeDodaj komentarz