Wyborcza.pl

Metropolia śląska. Ustawa metropolitalna przyjęta. Czemu to ważne dla okolic Katowic?

Autor: Szymon Pifczyk | 04.04.2017

W połowie marca parlament przegłosował ustawę metropolitalną dla konurbacji katowickiej. Nowy twór - metropolia śląska, który co prawda jeszcze nie ma oficjalnej nazwy, będzie mógł zdobyć 5 proc. podatku PIT płaconego przez jego mieszkańców, a odpowiadać będzie między za planowanie przestrzenne i komunikację. Dlaczego jest to dla tych miast ważne?

  • Metropolia śląska nie ma jednego centrum;
  • Ślązacy mieszkają w środkowej części aglomeracji, zaś osoby o narodowości polskiej na jej obrzeżach;
  • najdroższe mieszkania są w Katowicach.

Odpowiedź jest stosunkowo prosta – pozwoli to na zarządzanie i spajanie tego zróżnicowanego regionu. Na razie na nową metropolię śląską złoży się trzynaście miast na prawach powiatu oraz niektóre otaczające je gminy. Jak widać na mapie, jest to gęsto zabudowany, ale niekoniecznie spójny obszar, poprzecinany drogami szybkiego ruchu i liniami kolejowymi. Granice miast często przebiegają środkiem ulicy czy między sąsiadami. W przeciwieństwie do aglomeracji (takiej jak np. warszawska), konurbacja nie ma jednego centrum, do którego wszyscy zjeżdżają w interesach, do pracy czy po rozrywkę. W konurbacji katowickiej rolę takich centrów odgrywają zarówno Katowice, jak i Gliwice czy Sosnowiec.

Kiedy już faktycznie powstanie, nowy związek gmin będzie musiał przyjąć jakąś nazwę – tym bardziej że jednym z celów ustawy metropolitalnej było pozwolenie na wspólny marketing. Tutaj jednak rozpoczyna się problem. Spopularyzowana nazwa Silesia (łacińskie i angielskie określenie Śląska) jest nie do przyjęcia przez część miast, bowiem wbrew obiegowym opiniom dookoła Katowic nie do końca jest Śląsk. Graniczące ze stolicą województwa śląskiego Czeladź czy Sosnowiec są już miastami Zagłębia, a więc Małopolski. Z drugiej strony Śląsk obejmuje przecież także np. Rybnik, Opole czy Wrocław, które nie wejdą w skład metropolii. Podział na część śląską i małopolską konurbacji pokazuje mapa poniżej.

Za podziałem historycznym podąża także współczesny podział etniczny. W ostatnim spisie powszechnym narodowość śląską zadeklarowało ponad 800 tys. osób (w tym połowa – równocześnie z polską). We wchodzących w skład metropolii Piekarach Śląskich Ślązakami czuje się blisko połowa mieszkańców. Na mapie poniżej pokazujemy rozmieszczenie przestrzenne osób według deklarowanej narodowości (uwaga – jeśli ktoś zadeklarował dualną narodowość, np. śląsko-polską czy śląsko-niemiecką, pokolorowaliśmy taką osobę na kolor niebieski). Widać wyraźnie, że Ślązaków spotkać można głównie w środkowej części aglomeracji – to obszary, które po 1918 roku przypadły Polsce i stworzyły autonomiczne województwo śląskie.

Skoro już o ludności mowa, to warto zauważyć, że konurbacja śląska jest zbudowana zupełnie inaczej niż np. Warszawa. Po pierwsze, składa się z kilkunastu mniej więcej podobnych ludnościowo miast, a nie jednego bardzo dużego i kilkudziesięciu małych miast satelitów. Po drugie, niemal każde z tych kilkunastu miast dzieli się jeszcze wewnętrznie na mniejsze ośrodki. Sztandarowym przykładem jest Ruda Śląska, która do dziś nie ma jednego centrum – każda dzielnica (Nowy Bytom, Ruda, Wirek, Halemba itd.) ma swoje własne małe centrum – ale podobnie jest w Katowicach, gdzie dzielnice takie jak Szopienice, Murcki czy Giszowiec to miasteczka w mieście. Widać to na mapie zagęszczenia ludności, gdzie obszary gęsto zamieszkane sąsiadują z kompletnie niezamieszkanymi, za którymi są kolejne gęsto zamieszkane obszary.

Kontynuując temat ludności, wielkim problemem konurbacji katowickiej jest ujemny przyrost naturalny (od połowy lat 80.) i ujemne saldo migracji (od połowy lat 90.). Wprawdzie w innych dużych miastach też obserwujemy wyprowadzkę ludności, jednak jest to wyprowadzka na przedmieścia, a nie, jak w przypadku Katowic i okolic, do innych regionów kraju. Skalę wymierania metropolii ukazuje fakt, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat utraciła około 300 tys. mieszkańców – to tak, jakby zniknęły całe Katowice. W tym czasie Warszawie przybyło około 100 tys. mieszkańców.

Jedynym chyba pozytywnym skutkiem tego wyludniania się są bardzo niskie ceny mieszkań. Młodzi mieszkańcy Śląska i Zagłębia zarabiają podobnie jak ich rówieśnicy z innych miast, co sprawia, że kupno mieszkania jest dla nich znacznie mniejszym obciążeniem. Ceny w Katowicach, sięgające 5 tys. zł za metr kwadratowy, już są niskie w porównaniu z innymi dużymi miastami, a przekraczając granicę z Chorzowem – zaledwie około 20 min jazdy tramwajem lub kilka minut pociągiem – można zamieszkać za dwa razy mniej.

Co jednak powoduje, że konurbacja katowicka się wyludnia? Jednym z problemów jest wysokie bezrobocie w niektórych częściach metropolii. Od lat zagłębiem bezrobocia jest Bytom, gdzie sięga ono obecnie około 15 proc. Na drugim biegunie mamy Tychy, Katowice, Gliwice oraz powiaty: mikołowski i bieruńsko-lędziński, gdzie nie przekracza 5 proc. Rzut oka na mapę podpowiada, że południe konurbacji radzi sobie gospodarczo znacznie lepiej niż północ.

Jednym z zadań metropolii będzie organizacja transportu zbiorowego, co bez wątpienia jest palącą potrzebą w okolicach Katowic. Komunalny Związek Komunikacyjny Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego (KZK GOP), czyli przewoźnik, w większości miast jest od lat krytykowany za skrajną niewydolność, przestrzały tabor i nieatrakcyjne taryfy. Ostatnim blamażem okazała się Śląska Karta Usług Publicznych – wprowadzona kilkanaście lat po tym, jak podobne rozwiązania stały się standardem w innych miastach (np. w nieodległym Rybniku taki system funkcjonuje już od 2004 roku), działa bardzo słabo lub wcale. KZK GOP jest gigantem, jak pokazują mapy połączeń autobusowych i przystanków.

Podsumowując, nowa ustawa może pomóc miastom Śląska i Zagłębia w lepszej organizacji i poprawieniu standardu życia tamtejszych mieszkańców. To ważne, bo jeśli trendy demograficzne się nie odwrócą, za kilkadziesiąt lat większość tych miast może nie być już nawet miastami stutysięcznymi.

Pokaż komentarze (30)Dodaj komentarz