Wyborcza.pl

Nie tylko "!Pomorskie". Jak samorządy zamawiają logotypy i kto na tym zarabia

Autor: Bartosz Chyż | 09.05.2015

BNA i Eskadra to agencje reklamowe, które najwięcej zarobiły na marketingu miast i województw - wynika z analizy BIQdata.

Kolor granatowy ma symbolizować wodę, ale również niebo, powietrze, przestrzeń i wolność. Bursztynowy - słońce, bursztyn, piasek, plażę i radość. Z kolei czerwony, to siła, odwaga, dynamika, energia, pasja i moc. A wykrzyknik - zachwyt i zainteresowanie. To interpretacja logotypu Pomorza, ale niewielu się do niej przychyla. Z miażdżącą krytyką spotkał się zarówno autor, czyli grafik Andrzej Pągowski, jak i zleceniodawca, czyli samorządowcy województwa pomorskiego. Musieli tłumaczyć się, dlaczego wydali na "amatorszczyznę" bez przetargu 90 tys. zł. Internauci poddali pracę Pągowskiego dotkliwym przeróbkom, a obrońcy podkreślali jej prostotę. "Wydaje się zupełnie na polskie możliwości (...). Prosta jak budowa... no, nie cepa, ale na przykład (...) sanek" - pisała krytyczka sztuki Anna Theis.

Najedź kursorem lub dotknij logotypu. Zobaczysz autorów, koszt przygotowania i inne wersje

Infografika: Bartosz Chyż

Pomorskie wybrało sobie znak promocyjny już po raz drugi. Poprzedni powstał w 2007 r., a jego autor dostał ponad 22 razy mniej niż Pągowski. I nie jest to sytuacja wyjątkowa, 8 z 16 województw zdążyło już wymienić logo, a Dolny Śląsk ma dwa: pierwsze jest wariacją herbu, a drugie to znak "turystyczny" zamówiony przez Dolnośląską Organizację Turystyczną. Wyłącznie "turystycznym" znakiem posługuje się w promocji Wielkopolska.

Równie ochoczo jak samorządy wojewódzkie po logotypy sięgają miasta. Na naszej mapie uwzględniliśmy tylko miasta wojewódzkie. Niektóre, jak np. Katowice, zmieniały znaki już dwukrotnie. Z kolei Toruń zrezygnował ze swojego znaku promocyjnego i posługuje się jedynie herbem.

Najedź kursorem lub dotknij logotypu. Zobaczysz autorów, koszt przygotowania i inne wersje

Infografika: Bartosz Chyż

Wydana przez Pomorze kwota nie jest rekordem. W 2004 r. na znak promocyjny Warszawy - syrenkę z hasłem "Zakochaj się w Warszawie" - wydano 195 tys. zł. Cztery lata później Szczecin wydał na swój znak promocyjny 488 tys. zł, a w 2013 r. Łódzkie zapłaciło za swoje logo 799 tys. zł (85 proc. tej kwoty pochodziło ze środków unijnych). Wydane na logotypy kwoty nie zawsze da się porównać, bo często obejmują także kampanię promocyjną regionu albo miasta. - Nieszczęściem są pieniądze unijne, bo wszyscy chcą się za nie promować - mówi Grzegorz Kiszluk, redaktor naczelny miesięcznika "Brief". - Powstaje pytanie o kolejność. Czy logo powinno być na początku? Najpierw trzeba mieć produkt, a nie logotyp. Dopiero z produktem można się zabierać do promocji.

Może samorządy i pogubiły się w marketingu, ale za to firmy marketingowe doskonale się w nim odnalazły. Szczególnie dwie z pierwszej trójki w poniższym zestawieniu, które jako jedyne wykonały więcej niż jedno zlecenie.

Ciągłą produkcję logotypów na zlecenie województw, miast i organizacji turystycznych Kiszluk tłumaczy brakiem zrozumienia mechanizmów promocyjnych. - Decydenci często nie rozumieją, że promocja jest częścią gospodarki. Dla nich to działanie o charakterze graficznym, estetycznym, a zły przykład idzie z góry. Promocją Polski zajmują się PAIIZ, Polska Organizacja Turystyczna, Ministerstwo Gospodarki, MSZ i PKOl. Mają konkurencyjne założenia i nie ma między nimi koordynacji - dodaje naczelny "Briefu".

A równolegle samorządy wojewódzkie i miejskie korzystają ze swojej tradycyjnej symboliki, czyli m. in. herbów.

Pokaż komentarze (10)Dodaj komentarz