Wyborcza.pl

Clinton: "Iran". Trump: "Irak"! O czym mówią kandydaci na prezydenta USA oraz ich sztaby w spotach wyborczych

Autor: Vadim Makarenko, Aleksander Deryło, Magdalena Rolka | 02.11.2016

Zespół BIQdata przeanalizował blisko tysiąc reklam wyborczych Donalda Trumpa i Hillary Clinton. Chcieliśmy sprawdzić, o czym amerykańscy kandydaci na prezydenta opowiadają wyborcom i jak bardzo różnią się ich kampanie.

  • zarówno dla sztabu wyborczego Republikanów, jak i Demokratów życiorys kandydata stał się jednym z głównych narzędzi walki;
  • reklamy telewizyjne kandydatów nie zawsze odzwierciedlają klimat wyborczej debaty;
  • różnice tematyczne między reklamami Trumpa i Clinton nie są znaczące. "Zawłaszczone" przez kandydatów hasła można policzyć na palcach jednej ręki.

Jestem podpułkownik Michael Waltz. Jako dowódca jednostek specjalnych byłem na kilku misjach w Afganistanie, podczas gdy Donald Trump nie spędził na służbie dla tego kraju ani dnia. (...) Rodzice karmili go srebrną łyżką, posłali do szkoły z internatem. Uważa się za twardziela, czuje się jakby był w wojsku, ale całe życie służył tylko sobie. Sprawdź jego biografię i zatrzymaj Trumpa! - przekonuje mężczyzna w garniturze. To jedna z reklamówek wyborczych, którymi amerykańscy widzowie są bombardowani od miesięcy. Ta konkretna została opłacona przez American Future Fund, który sam siebie reklamuje się jako stowarzyszenie promujące wartości konserwatywne.

Rząd wiedział, że używałam jednego urządzenia do poczty elektronicznej - mówi Hillary Clinton. Używała wielu urządzeń w trakcie pełnienia funkcji sekretarza stanu - mówi szef FBI James Comey podczas przesłuchania w Kongresie. To fragment reklamówki, którą odpowiedział Reform America Fund, którego hasło brzmi "Clinton nie można ufać".

Temat aktu urodzenia Obamy, który w drugiej połowie września stał się jednym z dominujących tematów kampanii, pojawił się w zaledwie kilku reklamówkach. Innym przykładem jest islam, którym straszy swoich wyborców Donald Trump. Temat ten pojawił się w zaledwie 86 reklamach.

Co ciekawe, sztab Donalda Trumpa wydał na spoty wyborcze znacznie mniej niż sztab Hillary Clinton. Kandydat Republikanów ma inną strategię: woli bezpośrednie spotkania z wyborcami, jego żywiołem jest wiec. "Większość kampanii politycznych przypomina przeciąganie liny. W tym roku jest inaczej" - napisała Lynn Vavreck, profesor nauk politycznych z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles (UCLA).

Zatem w jaki sposób rzadko pojawiające się w reklamach tematy przebijają się do szerszej publiczności? Reklamy polityczne nie są emitowane w całym kraju, lecz w kilku albo najwyżej kilkunastu kluczowych dla kandydatów stanach. Tam gdzie pozycja danej partii jest stabilna, nikt nie przekonuje przekonanych. Np. Republikanie nie mają czego szukać w Kalifornii, a Demokraci - w Alabamie. Mieszkańcy niezdecydowanych stanów mogą przesądzić o wyniku wyborów i to właśnie o ich głosy toczy się zaciekła walka na argumenty i emocje. I takie tematy jak akt urodzenia Obamy (Trump twierdził, że urzędujący prezydent nie urodził się w USA) są powielane na wiecach wyborczych, w mediach społecznościowych oraz w relacjach mediów ogólnokrajowych.

Naprawdę ważne sprawy ze spotów wyborczych to: miejsca pracy, opieka zdrowotna, terroryzm, imigranci, kobiety czy polityka zagraniczna. Co ciekawe, właśnie w ostatnim obszarze kandydaci mają swoje własne tematy. Donald Trump nieustannie mówi o porażce administracji Obamy w Iraku, podczas gdy Clinton skupia się na "atomowej" umowie z Teheranem z zeszłego roku. Za zniesienie sankcji Irańczycy zgodzili się drastycznie zredukować swój program nuklearny.

W słowniku kandydatki Demokratów nie mogło zabraknąć "praw człowieka". Tak samo jak w słowniku wywodzącego się z biznesu Trumpa nie mogło nie być "bankructwa" i "hazardu", bo firma kandydata Republikanów buduje m.in. kasyna.

Co ciekawe, same sztaby wyborcze nie opłacają większości spotów politycznych. Częściej robią to tzw. PAC, czyli political action committee, co na polski można przetłumaczyć z grubsza jako "komitety polityczne", jak np. American Future Fund czy Reform America Fund. Wiele z nich powstaje tylko do sfinansowania kampanii wyborczych i publicyści niejednokrotnie brali je na celownik jako dowód braku przejrzystości finansowania amerykańskiego systemu politycznego. PAC wspierają tych kandydatów, którzy głoszą realizację celów zgodnych z ich celami. W odróżnieniu od komitetów wyborczych nie zawsze wspierają pojedynczych kandydatów, mogą wspierać albo zwalczać wielu kandydatów. Dlatego konserwatywny American Future Fund zaatakował Donalda Trumpa.

Pokaż komentarzeDodaj komentarz