Wyborcza.pl

Plan PO – manna z nieba dla samorządów, państwo odda im wpływy z PIT i CIT

Autor: Szymon Pifczyk | 23.10.2017

Podczas niedawnej konwencji Platformy Obywatelskiej jej liderzy przedstawili plan PO dla samorządów. Zdecydowanie najbardziej śmiałą propozycją jest przekazanie całości dochodów z podatków dochodowych osób fizycznych i firm samorządom. Sprawdziliśmy, o ile wzrosłyby budżety tych jednostek, gdyby udało się wprowadzić plan PO w życie.

  • Połowa wpływów z PIT i trzy czwarte z CIT trafiają do budżetu centralnego;
  • jeśli całość przychodów z podatków zostanie w samorządach to najlepiej na tym wyjdzie Warszawa, a budżet górniczego powiatu polkowickiego na Dolnym Śląsku podwoiłby się;
  • ściana wschodnia zyska najmniej.

Obecnie wpływy z podatku PIT są dzielone pomiędzy samorządy a budżet państwa według schematu: 39,4 proc. dostaje nasza gmina zamieszkania, 10,25 proc. - powiat, a zaledwie 1,6 proc. - województwo. W przypadku podatku CIT, który płacą firmy, są to odpowiednio: 6,7 proc., 1,4 proc. i 14 proc. Oznacza to, że budżet centralny inkasuje niemal połowę PIT-ów i ponad trzy czwarte CIT-ów. W naszej symulacji przyjęliśmy, że samorządy różnych szczebli podzielą się proporcjonalnie częścią należącą do skarbu państwa.

Wśród gmin bez wątpienia najbardziej ucieszyłaby się Warszawa, której dochody mogłyby w ten sposób wzrosnąć o astronomiczne 6,6 mld zł. To mniej więcej dwie linie metra lub połowa dzisiejszego całego budżetu. Ale i inne duże miasta bardzo by się wzbogaciły – Kraków o 1,5 mld, Wrocław i Poznań o 1,3 mld, a Łódź o 1,1 mld. Procentowo najbardziej zyskałyby jednak bogate gminy podmiejskie, takie jak Konstancin-Jeziorna, którego budżet wzrósłby o prawie 80 proc. Takie miejscowości to tradycyjny elektorat PO (i Nowoczesnej), ale nie tylko wyborcy PO by na tym skorzystali. Bełchatów czy Lubin, a więc stojące mocno za PiS-em górnicze miasta również zobaczyłyby zauważalnie więcej pieniędzy w miejskiej kasie (po blisko 65 proc.).

A kto zyskałby najmniej? Prym wiodą miejscowości turystyczne, takie jak Krynica Morska, Rewal czy Mielno. W każdym przypadku na pewno dodatkowe pieniądze nie zaszkodzą, ale ponieważ te miasta osiągają wysokie dochody z innych źródeł niż podatki dochodowe (np. z opłaty klimatycznej), wzrost jest zaledwie około 5-procentowy.

W przeciwieństwie do gmin powiaty mają bardzo ograniczone możliwości zdobywania pieniędzy. Nie pobierają opłat klimatycznych czy za nieruchomości, również otrzymywana przez nie subwencja oświatowa jest zauważalnie niższa niż dla gmin. Wobec tego trudno się dziwić, że powiaty mają stosunkowo małe budżety – najbogatszy jest powiat poznański, którego budżet to ok. 260 mln zł. Dla porównania budżet porównywalnych ludnościowo Katowic to blisko 2 mld zł.

Dlatego też większy udział w podatkach dochodowych to dla powiatów nie lada gratka. Budżet górniczego powiatu polkowickiego na Dolnym Śląsku podwoiłby się, a sąsiedni powiat lubiński byłby niewiele gorszy. Inne mocno zyskujące powiaty to – podobnie jak w przypadku gmin – powiaty podmiejskie. Z kolei najgorzej na nowych zmianach – co nie znaczy, że źle – wyszłaby Polska Wschodnia.

Ale najgoręcej proponowane przez PO zmiany przyjęłyby jednak urzędy marszałkowskie. Po pierwsze, plan PO zakłada likwidację urzędu wojewody i przekazanie jego kompetencji do marszałków właśnie. Po drugie, województwa opierają się na podatku CIT. Nie budzi więc zdziwienia to, że najlepiej na zmianach wyszłyby te województwa, które mają siedziby bardzo silnych firm – mazowieckie, wielkopolskie i małopolskie. Na drugim biegunie tradycyjnie Polska Wschodnia, która w pensjach nie odbiega od zachodu aż tak bardzo, ale nie miała jeszcze szansy wykształcić wielkich bogatych podatników takich jak koncerny przemysłowe czy sieci handlowe.

Zanim jednak samorządowcy wpadną w euforię i zagłosują na PO, warto uzmysłowić sobie, że nic nie przychodzi za darmo. Platforma chce bowiem przerzucić na samorządy sporo nowych obowiązków, które będą musiały zostać pokryte z lokalnych środków. Niemniej jednak, propozycja PO zbliżyłaby Polskę do krajów takich jak Niemcy, Wielka Brytania czy USA, gdzie większość decyzji podejmuje się lokalnie, a władze centralne zajmują się tylko najważniejszymi sprawami takimi jak obronność czy ogólne normy prawa.

Pokaż komentarze (2)Dodaj komentarz