Wyborcza.pl

Dla Trumpa świat to za mało. Przegląd biznesów nowego prezydenta USA

Autor: Mariusz Zawadzki, Waszyngton, współpraca: Aleksander Deryło, Danuta Pawłowska | 09.12.2016

Całego majątku i wszystkich powiązań Donalda Trumpa nie ogarnie nikt. Jedno jest pewne: Amerykanie nigdy nie będą pewni, czy prezydent działa w interesie kraju, czy swoim własnym.

Problem z majątkiem Trumpa bodaj najlepiej widać na przykładzie, który opisał „Wall Street Journal". Chodzi o helikopter, którym miliarder podróżuje w Szkocji, gdzie ma pole golfowe. W potocznym rozumieniu jest to jego własny helikopter. Ale w sensie ścisłym Trump ma fundusz inwestycyjny, który w 99 proc. jest właścicielem spółki z ograniczoną odpowiedzialnością ze stanu Delaware, która jest właścicielką innej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością z Delaware, która ma szkocką spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, do której należy inna szkocka spółka z ograniczoną odpowiedzialnością - to ta ostatnia ma 26-letni helikopter Sikorsky S-76B.

Występujące dwukrotnie w tym łańcuszku Delaware jest rajem podatkowym w granicach USA, który oferuje macherom unikającym podatków możliwości porównywalne z Kajmanami czy Brytyjskimi Wyspami Dziewiczymi.

Podobnie skomplikowana jest sytuacja własnościowa Mar-a-Lago, czyli posiadłości Trumpa na Florydzie, gdzie spędza najwięcej czasu, kiedy nie rezyduje w nowojorskiej Trump Tower. Z oświadczeń finansowych, które ujawnił Trump, a zbadali dziennikarze „Wall Street Journal”, wynika, że Trump jest całkowitym lub częściowym właścicielem 96 spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, które w zeszłym roku zaksięgowały dochody rzędu 300 mln dolarów - połowę wszystkich ubiegłorocznych jego dochodów. Oczywiście chodzi tylko o dochody ujawnione.

mar a lago trump

Rezydencja Mar-a-Lago na Florydzie. Fot. Joe Skipper/Reuters

Po co to wszystko? Żeby unikać odpowiedzialności finansowej w razie bankructwa; żeby ukryć, od kogo pożycza się pieniądze; żeby zagmatwać realny stan rzeczy tak, że nikt, a zwłaszcza urząd skarbowy, się nie połapie. W Delaware spółka z ograniczoną odpowiedzialnością nie musi publikować raportów finansowych ani nawet ujawniać tożsamości właściciela (w odróżnieniu np. od spółki akcyjnej notowanej na giełdzie).

- Czegoś takiego jeszcze nie było - komentuje Norman Eisen, były doradca Baracka Obamy ds. etyki. - Żaden z 44 poprzednich prezydentów USA nie miał majątku o tak zawiłych i niejasnych powiązaniach.

Mapa jest interaktywna. Naciśnij strzałkę w prawo znajdującą się w lewym górnym rogu, aby zobaczyć legendę. Mapę można powiększać i pomniejszać za pomocą przycisków +/- lub kółka myszy, a w urządzeniach z ekranem dotykowym za pomocą gestu zsuwania bądź rozsuwania palców. Kliknij w punkt lub dotknij go, aby zobaczyć o nim dodatkowe informacje.

Źródła: [kliknij tu]
Źródła: trump.com, trumphotels.com, trumpinternationalrealty.com
Przygotowanie danych: Danuta Pawłowska, Aleksander Deryło
Zdjęcia: trump.com, trumphotels.com, trumpinternationalrealty.com, Google Street View, Commons.wikimedia.org na podstawie licenci CC BY-SA w wersjach 2.0 i 3.0

Secret Service płaci Trumpowi za to, że go chroni

Nieco mniej skomplikowana jest sytuacja z luksusowym samolotem Boeing 757, który sześć lat temu Trump kupił od Paula Allena, współzałożyciela Microsoftu. Jego właścicielem jest należąca do Trumpa spółka z ograniczoną odpowiedzialnością DJT Operations I LLC. Ale wynajmuje go spółce Tag Air Inc., której właścicielem jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością DJT Operations II LLC (również należąca do Trumpa). Dzięki temu schematowi udało się legalnie wymigać - tak ocenia „Wall Street Journal” - od 3 mln dolarów podatku.

Podczas kampanii wyborczej boeing krążył po całej Ameryce - od wiecu do wiecu - ale Trump na tym nieźle zarobił. Wspomniana wyżej firma Tag Air Inc., która na co dzień obsługuje samolot, zainkasowała 6 mln dolarów za jego wypożyczanie. Od kogo? Od sztabu wyborczego Trumpa, czyli w praktyce od darczyńców, którzy łożyli na jego kampanię. Dlaczego? Bo Trump nie latał tym samolotem prywatnie (wtedy musiałby płacić z własnej kieszeni), tylko jako kandydat, więc rachunki pokrywał jego sztab. Dodatkowe 1,6 mln dolarów wpłynęło na konto Tag Air Inc. od - uwaga, to nie żart! - Secret Service. Czyli od amerykańskiej tajnej służby, która odpowiada za ochronę prezydenta i kandydatów. Za co? Za to, że agenci Secret Service latali samolotem Trumpa.

trump samolot

Boeing 757 Donalda Trumpa. Fot. Lucy Nicholson/Reuters

Żeby była pełna jasność - Secret Service płaciło też za loty swoich agentów z Hillary Clinton. Ale nie kandydatce, tylko właścicielom samolotów, które wynajmował jej sztab. Trump jest pierwszym w historiii kandydatem na prezydenta, któremu Secret Service musiało płacić za to, że go chroniło.

Paradoks ten będzie zresztą trwał przez następne cztery lata. Prezydent Trump będzie musiał latać rządowym samolotem Air Force One, ale już jego żona Melania - jeśli zechce wybrać się w podróż Trumpowym boeingiem 757 - to dostanie ochronę i Secret Service będzie musiało zapłacić Trumpowi za bilety dla agentów.

Gdzie kończy się biznesmen, a zaczyna prezydent

W pierwszych kilku dekadach kariery Trump dużo i ze zmiennym szczęściem budował, ale w ostatnich dziesięciu latach zmienił model biznesowy. Teraz głównie sprzedaje na całym świecie licencje na swoje nazwisko. Innymi słowy, inwestorzy w Indiach, Turcji, Emiratach Arabskich, Filipinach, Indonezji i innych krajach płacą za to, żeby móc na swoich hotelach, biurowcach czy polach golfowych umieścić napis „TRUMP". Jeśli budynek jest duży, może to kosztować nawet kilka milionów dolarów rocznie.

To również będzie problematyczne, kiedy Trump zostanie prezydentem, bo państwa, w których sprzedaje licencje, to najczęściej nie są normalne, dojrzałe demokracje, tylko kraje rozwijające się, gdzie biznesmeni zależą do rządów, płacą ogromne łapówki i na różne inne sposoby oszukują.

Przykład pierwszy z brzegu - Filipiny. W stolicy - Manili - wybudowano właśnie 57-piętrową Trump Tower. Głównym inwestorem był Jose Antonio, lokalny krezus, zaprzyjaźniony z nowym, nieobliczalnym prezydentem kraju Rodrigiem Duterte, który zamierza zamknąć amerykańskie bazy w swoim kraju. Duterte niedawno nazwał Obamę „synem kurwy" (na Bliskim i Dalekim Wschodzie popularna jest wyssana z palca plotka, że matka obecnego prezydenta USA była tancerką w klubie gogo w Honolulu; w rzeczywistości była antropolożką), a co najgorsze - zarządził brutalną wojnę z narkotykami, w której giną prawdopodobnie - obok handlarzy narkotykami - również setki czy nawet tysiące niewinnych, przypadkowych ludzi.

Prezydent Duterte mianował Jose Antonia, czyli partnera biznesowego Trumpa, „specjalnym wysłannikiem Filipin do USA". Zaraz po wyborach wysłannik poleciał do nowojorskiej Trump Tower i rozmawiał z dorosłymi dziećmi Trumpa, które były zaangażowane w filipińską Trump Tower. Potem Trump przez telefon rozmawiał z prezydentem Duterte. Dlaczego odebrał telefon od przywódcy, który łamie prawa człowieka i nazywa prezydenta USA „synem kurwy"? Dlatego, że chce zachować dobre relacje Ameryki z Filipinami, czy raczej dlatego, żeby Duterte przychylnie spojrzał na Trumpowe interesy w Manillli? Tego Amerykanie mogą się tylko domyślać.

Podobnie jest z Turcją. W Stambule od kilku lat stoją dwie Trump Towers; na ich otwarciu był nawet prezydent Erdogan, który w zeszłym roku zarządził czystki po nieudanym wojskowym zamachu stanu. Rząd Obamy wyraził zaniepokojenie, generalnie na linii Waszyngton-Ankara powiało chłodem. Trump dolał oliwy do ognia, kiedy jesienią zeszłego roku zaczął głosić, że wszystkim muzułmanom świata należy zakazać wjazdu do USA (ze względu na zagrożenie terrorystyczne).

trump stambul

Wieżowce Trumpa w Stambule. Fot. Google Street View

Ergodan się wściekł, ogłosił, że jego udział w otwarciu Trump Tower był błędem, zażądał nawet usunięcia napisu „TRUMP”. Ale kiedy podczas kampanii wyborczej pytano Trumpa, co sądzi o tureckich represjach po zamachu stanu, odparł: - Nie mamy prawa nikogo pouczać, bo mamy bałagan u siebie. U nas przestępcy strzelają do policjantów...

Dlaczego Trump nie chciał potępić prezydenta Turcji? Dlatego, że naprawdę uważa, iż Erdogan miał prawo zrobić „porządek", czy żeby ratować miliony za licencję na Trump Towers? Tego Amerykanie mogą się tylko domyślać. Jedno jest pewne: Erdogan przestał domagać się usunięcia napisu „TRUMP”.

Zrobi, co zechce, bo jest poza prawem

Trump przechwala się, że jego majątek jest wart 10 mld dolarów. Miesięcznik „Forbes”, który specjalizuje się w rankingach miliarderów, wycenia go na 4,5 mld dolarów. Portal Bloomberg - tylko na 2,9 mld dolarów. Tak czy inaczej, jest to więcej niż kiedykolwiek miał jakikolwiek prezydent. I pozbycie się takiego majątku, ulokowanego głównie w nieruchomościach, w ciągu kilku tygodni jest niemożliwe. Trump zapowiada jedynie, że odda wszystko w zarząd dorosłym dzieciom: Ivance, Donaldowi juniorowi i Erikowi.

- To prawda, że dzięki zwycięstwu w wyborach zapewne się jeszcze wzbogacę. Nic na to nie poradzę. Ale nic mnie to już nie obchodzi. Mój majątek nie ma znaczenia, rządzenie krajem to coś znacznie większego - powiada Trump. Zrobi, co zechce, bo prezydent USA stoi ponad prawem - nie musi robić nic, żeby udowodnić, że kieruje się tylko interesem kraju. Trzeba mu wierzyć na słowo.

Ale trudno mu wierzyć, bo w kwestii finansów robi uniki (nie ujawnił zeznań podatkowych jako jedyny kandydat na prezydenta USA przez ostatnie 40 lat) albo bije rekordy hipokryzji. Wystarczy przypomnieć, jak ostro krytykuje amerykańskich przedsiębiorców, którzy zamykają fabryki w Stanach i przenoszą produkcję do Azji czy Meksyku. Jednak niemal wszystkie produkty sprzedawane w Ameryce pod szyldem Trumpa są importowane z zagranicy!

Garnitury, krawaty i koszule z kolekcji Donald J. Trump Collection szyje się w Chinach, Bangladeszu, Wietnamie i Hondurasie. Meble z kolekcji Trump Home wyrabiane są w Turcji. Trump Vodka była importowana z Holandii (zanim wycofano ją ze sprzedaży w 2010 r.). Wyposażenie hoteli - poczynając od mebli, a kończąc na szamponach i mydełkach - pochodzi głównie z Chin.

„Washington Post” wylicza, że Trump sprowadza produkty z 12 krajów. Jak na człowieka, który niemal w każdym wystąpieniu podkreśla, że walczy o miejsca pracy dla Amerykanów, to bardzo dużo.

Pokaż komentarze (6)Dodaj komentarz