Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Według różnych szacunków ostatecznie zakażenie koronawirusem dotknie 30-70 proc. populacji krajów Europy. Większość zakażonych przejdzie chorobę łagodnie. Drastyczne środki zapobiegawcze służą temu, żeby zakażenia rozłożyły się w czasie. W ten sposób unikniemy przeciążenia służby zdrowia i zdołamy zapewnić wszystkim odpowiednią opiekę medyczną.

– Włosi mają dzisiaj katastrofę humanitarną, zwłaszcza w Lombardii. Musimy takiej podobnej sytuacji uniknąć u nas – wyjaśnia Grzesiowski. – Tam niedobór respiratorów sprawia, że chorzy umierają, bo nie otrzymują opieki na czas.

Kluczowe jest spowolnienie tempa epidemii koronawirusa

Jeśli człowiek przechodzący wywołane koronawirusem zapalenie płuc otrzyma odpowiednią pomoc, ma ogromne szanse na całkowity powrót do zdrowia po zachorowaniu na COVID-19. Jeśli chorych będzie jednocześnie na tyle dużo, że zabraknie nam lekarzy i sprzętu, będzie gorzej.

Cel spowolnienia rozwoju pandemii ilustruje schematyczna grafika opracowana przez amerykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób (CDC). Ilustracja pokazuje, czemu służy wprowadzanie środków zapobiegawczych. Im bardziej opóźniamy rozpowszechnianie epidemii, im wolniej rośnie liczba chorych, tym łatwiej nam odpowiednio leczyć tych, u których przebieg COVID-19 jest wyjątkowo ostry.

embed

Głównym sposobem opóźniania rozwoju epidemii jest „dystansowanie społeczne”. Co to oznacza? Po prostu to, że musimy rzadziej wchodzić w bezpośredni kontakt z innymi osobami. A więc nie bywać w miejscach publicznych, takich jak kina, sklepy, centra handlowe czy miejsca pracy. Dlatego biura odsyłają pracowników do pracy z domu, a instytucje kultury i szkoły są zamykane.

Dodatkowo, opóźniając rozprzestrzenianie epidemii, zyskujemy czas na opracowanie szczepionki.

Na serii wykresów przedstawiamy dane na temat liczby nowych wykrytych zachorowań na COVID-19 w poszczególnych krajach Europy i świata.

W Polsce na razie zachorowań jest tak niewiele, że przy zastosowaniu jednakowej skali jak przy danych na temat innych krajów ledwo widać cokolwiek na wykresie.

[ stan danych na 11 marca ]

Wzór zapobiegania rozwoju epidemii z Tajwanu

Za wzór w prewencji rozprzestrzeniania się pandemii koronawirusa na świecie stawia się Tajwan – kraj położony niedaleko ogniska pandemii w Wuhanie w Chinach, który na razie zanotował tylko 49 przypadków zakażenia.

Tajwańczycy pamiętają epidemię SARS z 2003 roku. Wtedy na wyspie kwarantanna objęła 150 tys. osób. Tajwan wyciągnął wnioski i poprzysiągł, że następnym razem będzie lepiej przygotowany. I faktycznie jest.

Na początku marca swoją korespondencję z Tajpej dziennikarz „Gazety Wyborczej” Łukasz Grzymisławski zaczął tak: „Pierwsze, co czują ludzie przybywający do Tajwanu od kilku tygodni, to zapach 70-procentowego roztworu alkoholu. Całe lotnisko jest obstawione dozownikami z płynem dezynfekującym i tabliczkami odradzającymi dotykanie ust, nosa i oczu”.

Grzymisławskiemu w ciągu pierwszego dnia w Tajpej temperaturę zmierzono 20 razy.

– Maski to tutaj stały widok na ulicach, są używane masowo bez względu na epidemię. Ludzie zakładają je, nawet jeśli nie są przekonani o ich skuteczności, bo od czasu SARS traktują to jako lojalność wobec reszty, rodzaj obywatelskiego obowiązku – tłumaczył James Chang z tajwańskiego departamentu informacji MSZ.

Kathryn Whitfield, reporterka brytyjskiego „The Observer”, relacjonowała swój pobyt w stolicy Tajwanu tak: „Kiedy tylko przekroczyłam próg przytulnej restauracji w Tajpej, kelner kazał mi się zatrzymać i podbiegł z pistoletem w ręku. Przystawił mi go do czoła i wtedy – klik! – sprawdził mi temperaturę. Wyglądał, jakby poczuł ulgę, i zaprowadził mnie do stolika w rogu”.

„Sprawdzanie temperatury, maski na twarzach i dezynfektory do rąk – to nowa norma zarówno w mieście, jak i w całym wyspiarskim kraju zjednoczonym w walce z zarazą” – pisała Whitfield.

Robert Stefanicki, korespondent "Wyborczej" na Tajwanie, dziś pisze:

Z Tajwanu do Chin jest bliżej niż z Poznania do Wrocławia. Na kontynencie pracuje blisko milion Tajwańczyków i często odwiedzają oni ojczyznę, zwłaszcza na początku roku z okazji świąt. Do tego w ubiegłym roku wyspę odwiedziło 2,7 mln turystów z Chin.

Podczas gdy w Chinach jest już 80 tys. zachorowań i ponad 3 tys. zgonów na koronawirusa, na Tajwanie do czwartku doliczono się 48 przypadków, w tym jednego śmiertelnego. I to wcale nie dlatego, jak próbują sugerować produkowane w ChRL fake newsy, że rząd ukrywa prawdę.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.