Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
  • Rynek lotniczy zmieni się i nie ma powrotu do naszych starych zwyczajów.
  • Nawet przy zamkniętych lądowych granicach może się okazać, że pasażerskie połączenia lotnicze zostaną wznowione tylko między niektórymi portami.
  • Jeszcze w dobrych czasach połowa lotnisk w Polsce była nierentowna. Zamiast pompować miliardy w Centralny Port Komunikacyjny, przez kilkanaście lat wystarczyłyby nam lotniska w Warszawie i Modlinie.

Koronawirus uziemił Europę

embed

Według Eurocontrol, Europejskiej Organizacji ds. Bezpieczeństwa Żeglugi Powietrznej, od początku marca do końca kwietnia na naszym niebie przeleci o milion samolotów mniej niż rok temu w tym samym okresie. 

Marek Serafin, były pracownik LOT, dziś analityk rynku, uważa, że branża będzie dochodzić do sytuacji sprzed kryzysu przez co najmniej 2-3 lata. Tempo powrotu zależy m.in. od zakresu pomocy państwa i od tego, na ile zezwoli nam Unia.

Piotr Czech, p.o. zastępcy dyrektora Biura Bezpieczeństwa ds. Systemu Zarządzania Bezpieczeństwem Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, opowiedział nam o kilku scenariuszach powrotu pasażerskiego ruchu lotniczego do normalności. 

Jeden z wariantów zakłada otwarcie najpierw połączeń krajowych, a w dalszej perspektywie lotów międzynarodowych. 

Jestem w stanie wyobrazić sobie, że uruchomione zostaną połączenia międzynarodowe w czasie, kiedy jeszcze nie wszystkie restrykcje zostaną zdjęte. W tym, kiedy swobodne przemieszczanie się ludzi ruchem kołowym pomiędzy poszczególnymi krajami nie będzie jeszcze w pełni odblokowane

- przewiduje Piotr Czech.

Rozmawialiśmy z nim po raz pierwszy równo trzy miesiące temu. Wtedy branża lotnicza na chwilę wstrzymała oddech po zestrzeleniu ukraińskiego samolotu pasażerskiego nad Teheranem. Jednak nikt nie spodziewał się większych turbulencji, a głównym wyzwaniem na ten rok miał być rosnący tłok na niebie. 

W 2019 r. wszystkich lotów na świecie było 39 mln, o milion więcej, niż wynikało z prognoz. W 2020 r. miał paść kolejny rekord - 40 mln operacji powietrznych, to miało oznaczać wzrost o 100 proc. od początku stulecia. 

Niebo nad Europą

Koronawirus zmienił te przewidywania. Tak wygląda ruch lotniczy nad Europą w kwietniu 2020 w porównaniu z 2019 r. Nie ma tłoku, a rekordowy wzrost zamienia się w rekordowy spadek. 

Przesuń suwak i porównaj ruch o 9 rano 23 kwietnia 2019 r. i 22 kwietnia 2020 r.

W całym 2020 r. spadek ruchu lotniczego w Europie będzie wynosić około 40 proc. Tak prognozuje  ICAO, Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego. Rozbudowa i modernizacja Lotniska Chopina miała podnieść przepustowość z 20 mln pasażerów rocznie do 31 mln. To miało nie wystarczyć już w 2022 r. Obecna sytuacja odsuwa ten problem o 3-5 lat.  

Zdaniem Piotra Czecha w pierwszej kolejności uruchomione zostaną połączenia pomiędzy dużymi aglomeracjami miejskimi, takimi jak: Paryż, Londyn, Frankfurt czy Warszawa. EASA (Agencja Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego) cały czas monitoruje i publikuje listę portów lotniczy ulokowanych na obszarach o dużym zagrożeniu infekcją COVID-19. Na najnowszym wykazie miast o wysokim ryzyku przeniesienia zakażenia koronawirusem nie ma ani Frankfurtu, ani Warszawy. 

Inny wariant powrotu samolotów na nasze niebo zakłada, że ruch będzie się odradzać całościowo. W takim przypadku moglibyśmy spodziewać się dwóch scenariuszy. Pierwszy to odbicie w kształcie litery V, czyli szybkie, podobne do tego, jakie miało miejsce po wybuchu wulkanu Eyjafjallajökull na Islandii w 2010 r., lub w kształcie litery U - czyli wolniej i dłużej. 

Wszystko jednak zależy od tego, jak szybko zostanie wynaleziona szczepionka lub lek na koronawirusa i jak szybko przestaniemy żyć w warunkach pandemii. Im dłużej jesteśmy w obecnym stanie, tym większe prawdopodobieństwo, że będziemy mieć ten drugi scenariusz. Uziemieni przewoźnicy redukują koszty. Nawet 20 proc. to koszty osobowe - w niektórych przypadkach przewoźnicy redukują również personel, a to oznacza, że powrót do normalności będzie dłuższy, odbudowa kadr musi trwać.  

Linie lotnicze uziemione

Największą pasażerską linią lotniczą w Europie jest dziś norweski regionalny przewoźnik Wideroe, który ma w swojej flocie głównie turbośmigłowce Bombardier Dash. Norwegia wciąż zezwala na krajowe loty. 40 maszyn Wideroe obsługuje dziennie prawie 200 połączeń. Dla porównania, jak podaje portal Fly4Free, rok temu liderem był Ryanair, który każdej dobry startował i lądował prawie 2,5 tys. razy.

Zmiana w lotnictwie po pandemii

Po wirusie zmienią się zachowania pasażerów. Można się spodziewać rezygnacji z części podróży służbowych. W czasie pandemii wiele osób przekonało się do wideokonferencji. Przez długi czas będzie się odradzać rynek szybkich wypadów weekendowych do miast europejskich. Podobnie będzie z dalekimi lotami czarterowymi, ponieważ ludzie z większą ostrożnością będą podróżować, mogą przecież wybrać wakacje w kraju.

Przewoźnicy muszą przekonać pasażerów do tego, że wspólne podróżowanie nie będzie generowało dużo większego ryzyka zakażenia, ponieważ stosowane rozwiązania będą ograniczały rozprzestrzenianie się wirusa. Niektóre linie myślą o wyłączeniu środkowego rzędu siedzeń - ale to podrożyłoby koszty przewozu i odbije się w cenie biletu. Być może wejdą szybkie testy, aby sprawdzić, czy pasażerowie nie chorują.

Ryanair zapowiedział już, że jeśli ma zostawić pusty środkowy rząd to latać nie zamierza.

A mniej pasażerów - to mniejsze obciążenie portów lotniczych.

W Europie jest za dużo lotnisk. Samorządy lokalne, nie tylko w Polsce, miały ambicje, żeby mieć lotnisko, bo bez tego region się nie będzie rozwijać

- ocenia Marek Serafin.

Równocześnie - jak podkreśla ekspert - coraz sprawniejszy jest transport naziemny i porządnie zorganizowany dojazd 80-100 km do lotniska nie powinien być dużym problemem. Po kryzysie linie lotnicze będą koncentrować swoje operacje w mniejszej liczbie portów, bo tak będzie dla nich ekonomiczniej.  

Nawet w dobrych czasach połowa lotnisk w Polsce była nierentowna. Teraz trzeba będzie sobie odpowiedzieć na pytanie - czy warto dopłacać do funkcjonowania portu i dopłacać liniom lotniczym. Przykładem może być Radom - kiedy z uwagi na mniejszy ruch zwolni się miejsce na lotnisku w Warszawie, przewoźnicy wybiorą stolicę. 

Niebo nad Polską w kwietniu 2019 i 2020 na wizualizacji Eurocontrol

 

Premier Morawiecki w tym tygodniu zapewnił, że nie rezygnujemy z budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. 

- Filar piąty "tarczy antykryzysowej" obejmuje dodatkowe środki na cele inwestycji publicznych. To dla mnie bardzo ważna część planu wychodzenia z kryzysu - zapowiedział Morawiecki.

Przeczytaj komentarz Jarosława Osowskiego o CPK: "Lotnisko w Baranowie centralną mrzonką rządu PiS. Studnia bez dna z milionami dla swoich".

Jednak zdaniem Serafina zwolennicy kontynuowania projektu Centralnego Portu Komunikacyjnego powinni najpierw odpowiedzieć na pytanie, dlaczego przez kilkanaście kolejnych lat aglomeracji warszawskiej nie wystarczą: rozbudowany port Chopina oraz rozbudowany Modlin. Łącznie będą w stanie obsłużyć prawie 40 mln pasażerów. 

Marek Serafin ocenia jednak, że razie nic nie wskazuje na to, że LOT będzie mógł wrócić na ścieżkę rozwoju z lat 2015-19. To dodatkowy argument za tym, że wielki port w środku Polski nie ma sensu.  

- Lufthansa ma 80 proc. własnych samolotów, może je trzymać na ziemi z mniejszą stratą niż LOT, który większość floty leasinguje, a jego strategia opierała się na jednym scenariuszu - rynek będzie szybko rósł, a my będziemy jeszcze szybsi - mówi Serafin.

Latanie jest popularnym wydatkiem w dobrych czasach, a osłabienie siły nabywczej oznacza rezygnację w pierwszej kolejności ze zbytecznych atrakcji. Trudno więc liczyć na to, że za 2-3 miesiące  lotniska zapełnią się Polakami masowo lecącymi na zagraniczne wakacje.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.