Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dwudziestokilkuletni Artem Iwanow mieszka w Brześciu. Pracuje na kolei i dorabia w sklepie. Wieczorem, 11 sierpnia, wracał po pracy w sklepie, który znajduje się na głównym deptaku miasta. Pod kinem został zatrzymany przez OMON. 

- Dawaj torbę i telefon! - zażądali. 

- Na jakiej podstawie? - zapytał Artem. 

Zamiast odpowiedzi otrzymał cios w głowę. Potem OMON-owcy wrzucili go do furgonetki i kontynuowali bicie - walili pałką po pośladkach, stawali na palcach nóg. Wraz z 20 innymi zatrzymanymi zawieźli Artema do garaży komendy milicji i tam bili dalej. Jeśli ktoś tracił przytomność, mógł usiąść pod ścianą i oprzeć się o nią. Garaże są w centrum miasta, więc krzyki zatrzymanych zagłuszano muzyką patriotyczną, która leciała z głośników na zewnątrz. Jeśli ktoś padał z bólu - podnosili i bili dalej. Przez całą noc. 

Następnego dnia pojawił się prokurator. - Mówiłem mu, że nie brałem udziału w protestach, a on na to: “Będziesz udowadniał to przed sądem” - wspomina Artem. Milicjant podsunął mu protokół, z którego wynikało, że został zatrzymany podczas manifestacji. Artem podpisał, bo chciał jak najszybciej wydostać się z garaży. Swoją historię opowiedział redakcji portalu TUT.by.

W całym kraju 11 sierpnia był jednym z najbardziej brutalnych dni, milicja i OMON działały bez zahamowań. W Brześciu milicjanci użyli służbowej broni, gdyż - jak twierdziła rzecznik MSW - zostali zaatakowani przez “agresywne grupy uzbrojone w pręty”. Świat obiegły zdjęcia mężczyzny postrzelonego w brzuch. Tego dnia do szpitali w Brześciu trafiło dziewięć osób z ranami postrzałowymi. 

Wiemy o tym dzięki uprzejmości redakcji Euroradia, które ze swoich źródeł w służbie zdrowia otrzymało listę zgłoszeń na izby przyjęć w całym obwodzie brzeskim. Poza opisem urazów i obrażeń, dokument zawiera dane o wieku, płci i miejscu zamieszkania protestujących. Nie są to wyniki obdukcji, raczej raport z ulicznych starć, bo rannych i poturbowanych przywożono w trakcie trwania protestów. 

Kim są osoby, które w wyniku demonstracji 11 sierpnia znalazły się w szpitalach? Najmłodszy z nich ma 17 lat (ur. w 2003 r.), najstarszy - 71 lat (ur. w 1949 r.). Na prawie setkę osób, których dane mamy - osiem to kobiety. Najczęstsze urazy to uszkodzenia głowy - ponad 30 przypadków, uszkodzenia rąk lub nóg (po około 20 przypadków). Częste były również obrażenia tułowia lub klatki piersiowej (po kilkanaście przypadków). Poza ranami postrzałowymi widać również poparzenia oraz jeden uraz ciśnieniowy. 

embed

Najwięcej zgłoszeń odnotowano w Brześciu, mniej w Pińsku, Baranowiczach, Berezie, Kobryniu i Żabince.

Przyczyną protestów, które objęły kilkadziesiąt białoruskich miast jest sfałszowanie wyborów prezydenckich przez Aleksandra Łukaszenkę. Od 9 sierpnia ludzie wychodzą na ulice, strajkują kolejne zakłady pracy. Nie powstrzymała ich demonstracja siły Łukaszenki, który przeciwko demonstrantom wysłał milicję, ale też jednostki specjalne.

Alaksander Tarajkowski i Alaksander Wichor - to nazwiska dwóch potwierdzonych oficjalnie, pierwszych śmiertelnych ofiar rewolucji na Białorusi. Przedstawiciele białoruskiego MSW twierdzili, że Tarajkowski, jak podkreślają - "mężczyzna z kryminalną przeszłością”, sam jest winien swojej śmierci. Miał próbować rzucić w stronę mundurowych ładunek wybuchowy, a ten eksplodował mu w dłoni.

W akcie zgonu zapisano, że Tarajkowski  zmarł na skutek "upływu krwi" wywołanego "otwartą raną klatki piersiowej”. Ekspertom rosyjskiej grupy śledczej Conflict Intelligence Team udało się ustalić, że mężczyzna odniósł ranę postrzałową.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.