Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Te obrazki obiegły świat: Robotnicy Mińskiej Fabryki Ciągników (MZKT) witający Aleksandra Łukaszenkę okrzykiem: „Odejdź! Odejdź! Odejdź!”. Zamknięci w zakładach robotnicy fabryki ciężarówek Biełaz skandują „Niech żyje Białoruś!”. Te przedsiębiorstwa są dumą Białorusi i jej władz. Przychody Biełazu produkującego ogromne ciężarówki, głównie dla kopalni odkrywkowych, sięgnęły w zeszłym roku 2,45 mld zł (1,64 mld rubli białoruskich), a zysk netto – 398 mln zł (266 mln rubli białoruskich). Wśród klientów fabryki są firmy z Rosji, Ukrainy, USA, Wielkiej Brytanii.

Ryzykowne strajki 

Do protestów dołączyły inne, kluczowe z punktu widzenia budżetu Białorusi firmy. Belaruskali, trzeci co do wielkości dostawca soli potasowych na świecie, wstrzymał wydobycie. Piece wyłączyła również Białoruska Huta BMZ w Żłobinie. Produkcje wstrzymały częściowo Zakłady Azotowe w Grodnie. W wielu firmach nie ma formalnego strajku, choć ich pracownicy spotykają się na wiecach z kierownictwem albo wychodzą na protesty uliczne, jak np. robotnicy Mińskiej Fabryki Traktorów (MTZ). 

Ogłoszenie strajku wymaga od pracowników białoruskich firm sporej odwagi. Zgodnie z białoruskim prawem strajk zostanie uznany za legalny, jeśli pracownicy powiadomią o nim z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Uczestnicy „nielegalnych” strajków mogą się liczyć z karami dyscyplinarnymi, zwolnieniami albo wręcz odpowiedzialnością karną, jeśli strajk „stwarza realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, ładu społecznego, zdrowia ludności oraz praw i swobód innych osób”. Dlatego podczas spotkania z robotnikami MZKT Aleksander Łukaszenko podkreślał, że pracują w zakładach produkujących m.in. dla wojska. 

Zresztą szefowie białoruskich firm i bez strajków nie cackają się z pracownikami. W I półroczu 2020 r. zwolnili dyscyplinarnie 17,4 tys. osób, najwięcej w Mińsku.

Atlant pod ciężarem 

Nikt nie spodziewał się takiej reakcji przedsiębiorstw na sfałszowane wybory. Robotnicy i rolnicy przez dekady należeli do twardego elektoratu prezydenta. Rzut oka na wyniki finansowe białoruskich firm częściowo tłumaczy, dlaczego zmienili zdanie. Z danych Belstatu (odpowiednik polskiego GUS-u) wynika, że w ciągu I półrocza tego roku pracę w białoruskich firmach straciło 337 tys. osób, czyli 6,63 proc. mieszkańców w wieku produkcyjnym. Zwolnienia przeprowadzono również w rolnictwie, gdzie pracę straciło w tym okresie 5,5 tys. osób. 

Ponad 60 proc. białoruskich firm nie przynosi zysku – wynika z oficjalnych danych. Dobrym przykładem jest fabryka lodówek i pralek Atlant, która przegrywa w starciu z gigantami z Korei Południowej i Chin, o czym napisała w swoim sprawozdaniu finansowym wprost. Jej strata netto w zeszłym roku wyniosła 47,2 mln zł wobec 72,7 mln zł rok wcześniej. Atlant żyje na kredyt i sprawnie roluje dług, ale jego zadłużenie rośnie i na koniec zeszłego roku sięgało 463 mln zł. Dyrekcja tnie koszty. Zatrudnienie w firmie w ciągu ostatnich dwóch lat spadło z 7,7 tys. do 6,9 tys. osób. Ostatnio Atlant zamknął filię w Polsce.

Na razie pracownicy Atlanta nie dołączyli do protestów.

Łukaszenka: Już od dawna mnie to napina

Dane o zatrudnieniu w największych białoruskich przedsiębiorstwach w latach 2018-2019 wskazują na to, że większość z nich zwalniała ludzi jeszcze przed atakiem pandemii. Na palcach jednej ręki można policzyć firmy, które zwiększyły zatrudnienie. 

Łukaszenka wizytował zakłady Atlanta w czerwcu. – Już od dawna mnie Atlant napinał. Kiedy otrzymałem informację, że z finansami macie niełatwo, zrozumiałem, że chyba trzeba coś z Atlantem zrobić. Chcę, żebyście rozumieli, że Atlant jest przedsiębiorstwem państwowym, komukolwiek wy tam swoje akcje rozdajecie – zaznaczył stanowczo. Białoruski skarb państwa skupia 62,1 proc. akcji spółki, podczas gdy w rękach akcjonariuszy indywidualnych jest 37,2 proc. Pozostałe 0,5 proc. mają banki BelVEB oraz Belarusbank.

Państwa w białoruskiej gospodarce jest dużo. Państwowe firmy wytwarzają aż 75 proc. PKB, dlatego strajki nie na żarty przestraszyły Łukaszenkę. Poza nadciągającymi problemami finansowymi sygnalizują jeszcze jedno: jego twardy elektorat przestał na niego liczyć.

embed
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.