Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Mimo deszczowej pogody z nawet najbardziej odległych dzielnic Mińska kolumny protestujących Białorusinów z biało-czerwono-białymi flagami i narodowymi symbolami zmierzają do centrum, skandując: "Wolność!", "Nie zapomnimy, nie wybaczymy" i "Niech żyje Białoruś!, "Wierzymy, możemy, zwyciężymy" - relacjonowała korespondentka "Wyborczej" Wiktoria Bieliaszyn. Milicja wzywała ludzi do rozejścia, władze straszyły, że jeśli demonstranci nie ustąpią, do stłumienia protestów zostanie użyte wojsko.

Protestujący nie zamierzali jednak rezygnować. Z placu Niezależności, gdzie zgromadził się największy tłum, część chciała przejść pod Pałac Niezależności - gdzie siedzibę ma prezydent Łukaszenka. Zatrzymały ich siły OMON i rozstawione w pobliżu Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej druty kolczaste.

Wieczorem nad siedzibą prezydenta pojawił się helikopter. Niezależny portal TUT.BY, opierając się na swoich anonimowych źródłach, twierdził, że maszyna przyleciała na wszelki wypadek, by móc szybko ewakuować Aleksandra Łukaszenkę z miasta. Białoruskie rządowe media pokazały jednak tę sytuację jako demonstrację siły ze strony prezydenta: Łukaszenka uzbrojony w karabin, w kamizelce kuloodpornej wsiadł na pokład, obleciał centrum miasta, a następnie pod Pałacem Niepodległości pozdrowił zgromadzonych funkcjonariuszy OMON.

embed

Protestujący żądają:

- uwolnienia zatrzymanych po wyborach sprzed dwóch tygodni oraz więźniów politycznych;

- pociągnięcia do odpowiedzialności urzędników i przedstawicieli struktur siłowych za przemoc i torturowanie protestujących;

- odsunięcia od władzy prezydenta Aleksandra Łukaszenki

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.