Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
  • Rządzący Białorusią Łukaszenka straszy, że Polska, korzystając z niespokojnej sytuacji w tym kraju, ostrzy sobie zęby na obwód grodzieński i już teraz są tam wieszane polskie flagi.
  • Polski MSZ stanowczo dementuje takie rewelacje.
  • Z danych wynika, że Polacy to niespełna 20 proc. ludności Grodna, są rejony, w których Polaków jest dużo więcej.

– Już postawiliśmy połowę armii w stan gotowości, by móc ochronić Grodno i obwód grodzieński, nasze zachodnie granice. Widzicie te zapowiedzi, że Białoruś się rozpadnie, a obwód grodzieński trafi do Polski. Oni już otwarcie o tym mówią! - ogłosił w czwartek prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka.

Już od kilku tygodni przekonuje, że protesty przeciwko wynikowi wyborów, w których został ogłoszony zwycięzcą wbrew wszelkim danym o wynikach, są inspirowane z Zachodu, a wręcz z jakiegoś "centrum pod Warszawą". Paliwa do podobnych tyrad dostarczają mu, niestety, polscy narodowcy. Tomasz Sommer, redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” (pismo bliskie Konfederacji), pisał, że "jest zupełnie oczywiste, że Grodno powinno, w przypadku rozpadu Białorusi, trafić do Polski. PiS to wie, ale boi się powiedzieć”. 

"To propaganda bez żadnych podstaw"

- Zaraz po pierwszych tego typu sygnałach wydaliśmy oficjalne oświadczenie o tym, że nikt takich zamiarów w Polsce nie ma i że to po prostu propaganda, która nie ma żadnych podstaw - mówił w piątek w Polskim Radiu prezydencki minister Krzysztof Szczerski. W czwartek usłyszał to również wezwany przez MSZ ambasador Białorusi. Mimo to białoruskie ministerstwo obrony ogłosiło, że w dniach 28-31 sierpnia w obwodzie grodzieńskim odbędą się kompleksowe manewry taktyczne, podczas których planowane jest "przemieszczenie dużej ilości sprzętu wojskowego".

Nie pierwszy raz Polska jest wciągana w konflikty eskalujące na Wschodzie. Podobnie było w 2015 r. Po aneksji Krymu, lider rosyjskich nacjonalistów Władimir Żyrinowski zaproponował Polsce udział w rozbiorze Ukrainy. Stwierdził, że pięć zachodnich obwodów tego kraju jest bardziej polskich niż ukraińskich. Postanowiliśmy wówczas sprawdzić, ilu Polaków pozostało na Litwie, Białorusi i Ukrainie. Dziś przypominamy ten materiał - wszystkie dane ze spisów powszechnych, których wówczas użyliśmy są najnowszymi dostępnymi.

Liczenie rodaków za wschodnią granicą okazało się niełatwym zadaniem.

Przede wszystkim statystykami narodowościowymi często się manipuluje. Po drugie, większość krajów bada swój skład narodowościowy jedynie podczas spisów powszechnych, a te każdy kraj przeprowadza z różną częstotliwością i w różnych latach. O ile więc można bez przeszkód porównywać dane spisowe Polski z Litwą (jako kraje UE przeprowadziły spisy w 2011 r.), o tyle inaczej ma się sprawa z Białorusią (ostatni spis w 2009 r.) czy Ukrainą (ostatni spis w 2001 r.!).

Kolejna komplikacja: polski, litewski i białoruski urzędy statystyczne pytały obywateli o narodowość, a ich ukraiński odpowiednik - tylko o język ojczysty.

Na podstawie oficjalnych danych z urzędów statystycznych Litwy, Białorusi i Ukrainy stworzyliśmy kartogram, na którym można zobaczyć procentowy udział Polaków w każdym powiecie w Polsce i w odpowiednikach powiatów leżących przynajmniej częściowo na terenach przedwojennej Polski, które dziś należą do naszych wschodnich sąsiadów.

embed

 W oczy rzucają się dwie rzeczy:

  • obecne granice Polski (w której poza nielicznymi wyjątkami opisanymi na mapie Polacy stanowią co najmniej 95 proc. ludności we wszystkich powiatach)
  • kontrast między udziałem Polaków na Ukrainie i na południowej Białorusi oraz Polaków na Litwie i północnej Białorusi.

To wynika z historii. W ZSRR ludność polska na Ukrainie już w czasie wojny była celem brutalnych ataków nacjonalistów, a po wojnie 90,4 proc. Polaków z ukraińskich kresów przeniosło się na Ziemie Odzyskane. Właśnie ich losy opowiada komedia „Sami swoi”.

Z kolei na Polesiu, czyli na południowej Białorusi, już przed wojną Polacy stanowili niewielki odsetek mieszkańców (wg spisu z 1931 r. zaledwie 14,5 proc.), skupiony głównie w miastach - z których łatwiej było wysiedlać niż ze wsi - i na dworach. Władza radziecka przeprowadziła nacjonalizację rolnictwa, polscy ziemianie zostali pozbawieni majątku i musieli opuścić Polesie.

embed

Uwaga: Spis z 1931 r. pytał o język ojczysty, a nie o narodowość, jednak założyliśmy, że u większości obywateli II RP język i narodowość szły w parze.

Inaczej sytuacja wyglądała na Litwie i na północy Białorusi. W tym ostatnim regionie Polacy mieszkają głównie na wsi. Z kolei na radzieckiej Litwie wielu Polakom pozwolono zostać, bo mieli być przeciwwagą dla Litwinów, aktywnych w antykomunistycznej partyzantce aż do końca lat 50.

Skutek: nawet dzisiaj w rejonie woronowskim na Białorusi Polacy stanowią aż 80,8 proc. mieszkańców, a w rejonie solecznickim na Litwie - 77,8 proc. W rejonie wileńskim – 52,1 proc. mieszkańców deklaruje polską narodowość. W samym Wilnie jest to 16,5 proc., a w Grodnie - piątym co do wielkości mieście na Białorusi - jest to 19,7 proc. Polacy stanowią największą mniejszość narodową na Litwie oraz drugą największą – po Rosjanach – na Białorusi. Dla porównania: w rejonie mościckim, czyli najbardziej polskim rejonie zachodniej Ukrainy, Polacy stanowią zaledwie 6,3 proc. mieszkańców.

Pamiętajmy, że dane ze spisów naszych wschodnich sąsiadów należy traktować raczej poglądowo. Według ukraińskiego spisu z 2001 r. w obwodach: lwowskim, iwanofrankowskim i zakarpackim mieszka zaledwie około 28 tys. Polaków, podczas gdy Konsulat Polski we Lwowie i ukraiński Kościół katolicki szacowali tę liczbę na 120-150 tys.

Jak widać, sprawa Polaków na dawnych Kresach Wschodnich jest przykładem manipulacji statystykami dla doraźnych celów. Niestety, jako Polacy nie możemy patrzeć na naszych sąsiadów z góry: nasz spis z 1931 r. był również w dużej mierze „skorygowany” zgodnie z oczekiwaniami i potrzebami aparatu państwowego.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.