Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Poszukaliśmy przykładów podobnych granic reliktowych w Europie i sprawdziliśmy, gdzie wpływ historycznych modeli państwowości i zasięgów imperiów jest dziś widoczny z kosmosu i w naszym życiu. Okazuje się, że często "widać zabory" to zmyłka i pułapka.

O różnice zapytaliśmy naukowców, specjalistów od rysowania granic i tych, których praca polega na wymazywaniu granic. Podpieramy się danymi statystycznymi z różnych dziedzin życia i różnych czasów. 

Wszystkie mapy w tekście są interaktywne, po najechaniu na wybrany region można sprawdzić szczegółowe dane, np. o gęstości zaludnienia, dochodzie, wykształceniu.

Jak zmieniały się granice w Europie

 

Krzysztof Górny z Zakładu Geografii Politycznej i Historycznej Uniwersytetu Warszawskiego wskazuje na architekturę, po której można często poznać granice reliktowe.

- Jest taka wieś Wincenta na pograniczu Podlasia i woj. warmińsko-mazurskiego, a kiedyś Księstwa Mazowieckiego i Prus, Niemiec i Rosji, potem II RP i Niemiec, a w końcu II RP i III Rzeszy - mówi. - Jadąc z Warszawy na Mazury, mijamy prawie same drewniane wsie, oczywiście te stare domy i zabudowania gospodarskie. Za Wincentą mamy już domy murowane, głównie z czerwonej cegły - wylicza. Inny przykład - Andaluzja, która w VIII w. została na siedem kolejnych wieków zajęta przez muzułmanów (Arabów i Berberów). Zostawili po sobie Alhambrę (warownia) w Grenadzie, pałac Alkazar w Sewilli czy twierdzę Alcazaba w Maladze. Giralda – dzwonnica katedry w Sewilli to dawny minaret – pozostałość po meczecie, który był wzorowany na meczecie Kutubijja w Marrakeszu.

Różnice pomiędzy nieistniejącym już NRD i RFN widać w wielu aspektach kulturowych, na przykład ulice Karola Marksa mamy po wschodniej stronie, aleja Zjednoczenia - też znajduje się na wschodzie, bo to NRD było beneficjentem upadku muru berlińskiego. Z kolei mająca chrześcijańskie korzenia Unia CDU/CSU raczej nie wygrywa na silnie zateizowanym wschodzie nigdzie poza wschodnią Saksonią i okolicami Drezna (gdzie ostatnio wygrywała AfD).

Europę dzieli niebieski banan

Dr Barbara Jaczewska z Katedry Geografii Regionalnej i Politycznej na Uniwersytecie Warszawskim wskazuje na cztery różne podziały Europy. 

Pierwszy z nich to zarysowany przez Normana Daviesa wschód i zachód, widoczny w wielu aspektach. - Możemy mówić o łacińskim zachodzie i greckim wschodzie - zaczyna dr Jaczewska. 

Inną linię wyznaczają wpływy byłych imperiów: rzymskiego i osmańskiego. Rzymskie terytoria to zasięg upraw winorośli, osmańskie zaś - islamu na Starym Kontynencie. 

- Trzeci podział widać, kiedy narysujemy najważniejsze ośrodki przemysłowe, które powstały w XIX w. - mówi. Do dziś jest to pas z większą urbanizacją, gęstością zaludnienia, koncentracją firm, wyższą stopą życia, ma nawet swoją nazwę - niebieski banan. Roger Brunet, francuski geograf, w 1989 r. narysował ten zachodnioeuropejski kręgosłup. Zaczyna się w Londynie i dalej na południe po łuku zaliczamy Belgię, Holandię, niemieckie landy - Westfalię, Nadrenię i Bawarię, potem Austrię, na końcu banana jest włoska Lombardia. Dlaczego niebieski? Są na to różne teorie - kolor miał nawiązywać do flagi unijnej, do koncentracji w tym rejonie pracowników fabryk - tzw. blue collars (niebieskie kołnierzyki) lub do świateł widocznych w nocy w gęsto zaludnionym terenie. 

embed

Francuz pominął w swojej pracy Paryż. Uważał, że jego ojczyzna utraciła więź gospodarczą z Europą. Bruksela chyba przestraszyła się takiej niepoprawności politycznej i szybko zleciła korektę. Już trzy lata później badacze za pieniądze Komisji Europejskiej doczepili do banana Paryż, a koniuszek przeciągnęli po jeszcze większym łuku z Lombardii do Barcelony.

Czwarty podział Europy, według dr Jaczewskiej, jest związany z żelazną kurtyną. Tu różnice widać w dochodzie, warunkach mieszkaniowych i ekonomicznych ludności. A idąc w tych podziałach głębiej, w poszukiwaniu przykładów niższego rzędu, zauważamy, że mimo kilku dekad integracji europejskiej, strefy Schengen granice wciąż istnieją także w ludzkiej mentalności.

Przykład: Niemcy są już 30 lat po zjednoczeniu, a wciąż bezrobocie na wschodzie jest wyższe, a dochód na mieszkańca niższy. Różnią się też pod względem osiedlania się imigrantów, którzy wybierają landy w zależności od tego, skąd pochodzą. Ludność turecka w latach 60. na mocy umowy bilateralnej mogła osiedlać się w RFN. Niemcy przeżywały boom gospodarczy, brakowało rąk do pracy. Najpierw zaprosili więc robotników z Włoch, Grecji i Hiszpanii (1955 r.), a od 1961 r. otworzyli się na gastarbeiterów z Turcji. Do tej pory imigranci z Turcji chętniej wybierają zachodnie landy. W część wschodniej Niemiec za to jest duża społeczność wietnamska - zadziałało tutaj socjalistyczne braterstwo i system stypendiów, staży w przemyśle. Wśród innych nacji osiedlających się w Niemczech aż takich dysproporcji nie ma. Polacy do niedawna wybierali część zachodnią, ale teraz jesteśmy już także widoczni na ścianie wschodniej. 

Piramida potrzeb - najpierw bogactwo, potem postawy obywatelskie

Dr Bartosz Mika z Instytutu Socjologii na Uniwersytecie Gdańskim zniechęca do schematycznego myślenia o patchworkowej Europie. To wielowątkowy i skomplikowany układ sił. - Ścierają się dwa punkty widzenia: socjologiczny i historyczny, w którym akcentuje się rolę instytucji i kultury oraz ekonomiczny i krytyczny, w którym raczej się twierdzi, że dobrobyt kroczy przed poprawą jakości życia, także obywatelskiego - mówi.

Klasycznym przykładem takiego sporu to popularny w latach 90. casus Włoch i ich wewnętrznego podziału na północ i południe. Politolodzy i antropolodzy (m.in. Robert Putnam z Harvardu i Francis Fukuyama z Uniwersytetu Stanforda) utrzymywali, że włoskie różnice wynikają z kapitału społecznego i tradycji obywatelskich. Natomiast ekonomiści, na przykład Ha-Joon Chang w wydanej w Polsce książce "Źli samarytanie", przekonują, że zmienne kulturowe są skutkiem tych ekonomicznych. - Wenecja czy Florencja najpierw stały się bogate, a potem mogły rozwijać wspólnoty obywatelskie. Istniała nadwyżka, dzięki której część rosnącej populacji mogła się zająć polityką, kulturą i działalnością społeczną - mówi dr Mika.

Dr Jaczewska zauważa także różnice w Europie w edukacji. - Socjalistyczny system wpłynął na dostępność edukacji. W Polsce, na Węgrzech i we wschodnich Niemczech jest wyższy współczynnik osób z wyższym wykształceniem i niższy z tymi, którzy nie wyszli poza wykształcenie podstawowe. Rumuni mają wyróżniający się uniwersytet Kluż-Napoka utworzony za czasów Austro-Węgier. 

Dr Jaczewska widzi jeszcze wyróżniające się peryferia Europy, czyli ścianę wschodnią, która zaczyna się zaraz za Warszawą, i południe Europy. W jakich tematach widać tam różnice? - Wszelkie wskaźniki ekonomiczne, dostępność do internetu, aktywność sektora kreatywnego i nowoczesnych technologii - mówi dr Jaczewska: - Wschód i południe odstają od rdzenia.

W zależności od tego, czy danemu krajowi się powiedzie czy nie, wyciągamy pasujące argumenty. W latach 90. mówiliśmy o Homo sovieticus - to typ roszczeniowy, nawykły do systemu nakazowego. - To było wygodne wyjaśnienie dla tych, którym się powiodło, w kontraście do tych, którym się nie powiodło po zmianie ustroju - mówi dr Mika. A przecież bezrobocie jest częścią kapitalizmu. Zwolennik główno-nurtowej ekonomii powie nawet: niezbędnym i higienicznym składnikiem porządku gospodarczego, a nie wynikiem mentalności postsowieckiej. 

Dr Monika Klimowicz z Zakładu Europejskiej Integracji Gospodarczo-Społecznej i Rozwoju Regionalnego Uniwersytetu Wrocławskiego wskazuje na różnice pomiędzy rolnictwem we Francji i w Niemczech, wielkością gospodarstw i rodzajem upraw.

Rodzaj upraw wpływ na wielkość gospodarstwa. Uprawa zbóż wymaga większych terenów niż np. oliwki. Przy uprawie ekologicznej mamy mniejsze gospodarstwa, a specjalizacja jest powiązana z klimatem. Zwraca też uwagę na inny stereotyp - styl życia południowców i mieszkańców północy. Postrzegamy Niemców czy Skandynawów za bardziej przedsiębiorczych i zapobiegliwych, a przecież aby mieli co jeść zimą, już latem musieli o to zadbać. 

Rozwój organizacji społecznych na północy Włoch jest silniejszy niż na południu, bo więzi społeczne są tam mocniejsze. Południe Włoch to rejon, gdzie mieszkańcy mają do czynienia z mafią, są nieufni, niechętnie wchodzą w relację z innymi osobami spoza rodziny. 

Szukanie zaborów i granic reliktowych jest zwodnicze. - Sam pochodzę z zaboru pruskiego i w mojej rodzinie chętnie podkreśla się odmienność mentalną Wielkopolan względem mieszkańców wschodniej Polski, jestem podatny na pokusę wyjaśniania zjawisk w ten sposób. Niemniej na poziomie nagich faktów niewiele jest na to dowodów - mówi dr Mika.

embed
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.