Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
  • Imigracja do Polski spowolniła w 2020 r., ale tylko na chwilę. Napięcia za wschodnią granicą sprawiły, że imigrantów znowu przybywa, i to szybko.
  • Skok widać w migracji z Białorusi. Za znaczną jej część odpowiadają wykwalifikowani pracownicy IT przenoszeni do biur w Polsce.
  • W tym roku przyjechać do Polski może łącznie ponad 200 tys. osób.

W 2020 r. obcokrajowcom wydano ponad 150 tys. pozwoleń na pobyt w Polsce – stały, czasowy lub na prawach rezydenta UE. Czyli podobnie jak rok wcześniej, mimo że trwała pandemia. Wszystkie te pozwolenia umożliwiają jednocześnie pracę w Polsce, choć niekiedy na dodatkowych warunkach.

Teraz widzimy, że spowolnienie imigracji w 2020 r. było tylko chwilowe. Jeśli w tym roku pozwolenia będą wydawane w takim tempie jak od stycznia do kwietnia, to w 2021 roku pozwolenie na pobyt otrzyma 210 tys. obcokrajowców, z czego 150 tys. trafi do obywateli Ukrainy. W danych widać też wyraźny skok imigracji z Białorusi.

– Z reguły imigracja jest sezonowa, więcej osób przyjeżdża w lecie niż zimą – dodaje Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego, ekspert migracji i rynków pracy.

Dzieje się tak dlatego, że wielu migrantów, żeby zakotwiczyć się w Polsce na stałe, najpierw szuka pracy sezonowej. A o tę najłatwiej latem – w turystyce, gastronomii, budowlance, przemyśle albo rolnictwie. Potem można szukać czegoś na stałe i ubiegać się o pozwolenie na pobyt. A to oznacza, że prognoza obliczona na podstawie danych za pierwsze cztery miesiące roku może być zaniżona i że finalnie w tym roku przyjechać może do Polski jeszcze więcej osób.

Białorusini wyjeżdżają przez Łukaszenkę

Biorąc pod uwagę dane ze stycznia-kwietnia, Ukraińcy są największą grupą migrantów do Polski. Tak jest od wielu lat. W 2019 r. zwracaliśmy uwagę, że Ukraińcy przyjeżdżający do Polski stanowią największy ruch imigracji w całej Unii Europejskiej. Wówczas pierwsze uprawnienie do legalnego pobytu w Polsce przez przynajmniej 3 miesiące – a więc niekoniecznie pozwolenie na pobyt, ale np. wizę – otrzymało prawie 600 tys. Ukraińców. W znacznej mierze byli to jednak pracownicy sezonowi, którzy nie zawsze zostali w Polsce. Argument “ukraiński” był chętnie wykorzystywany przez polskie władze krytykowane przez Unię Europejską za niechęć do przyjmowania imigrantów. 

Wówczas też dane mówiły o tym, że przytłaczająca większość obywateli Ukrainy przyjeżdża do Polski do pracy. Inaczej wyglądały motywacje na przykład Chińczyków, którzy częściej przyjeżdżali, żeby się uczyć.

Przez pierwsze cztery miesiące 2021 roku Ukraińcom wydano blisko 50 tys. pozwoleń na pobyt. Drugą najliczniejszą grupą imigrantów byli Białorusini (niecałe 5 tys.), trzecią – obywatele Indii (niecałe 2 tys.).

O ile obywatele Indii migrują w podobnym tempie do Polski od lat, wśród przyjeżdżających obywateli Białorusi widać wyraźny skok.

W 2019 roku pozwolenia na pobyt otrzymało ok. 9 tys. Białorusinów. W 2020 r. – roku pandemii oraz antyrządowych protestów na Białorusi, krwawo tłumionych przez reżim Łukaszenki – nieco ponad 8 tys. W 2021 r., jeżeli tendencja z pierwszych miesięcy roku się utrzyma, Białorusini otrzymają prawie 15 tys. pozwoleń na pobyt w Polsce. Oznacza to prawie dwukrotny wzrost rok do roku.

– Gospodarki Ukrainy i Białorusi są w gorszej sytuacji niż Polska – wyjaśnia Kubisiak. – Tam recesja jest głębsza, a to silnie wypycha migrantów do Polski. Z kolei Polska z ich perspektywy ma czynniki przyciągające. Jest blisko, procedury dla migrantów z tych krajów są bardzo uproszczone i zarabia się 4-5 razy więcej niż na Ukrainie i ok. 2-2,5 razy więcej niż na Białorusi.

Polska – kraj z przyszłością

O tym, dlaczego wyjechał z Białorusi do Polski, rozmawiam z Michałem.

– Chciałem ze swoją przyszłą rodziną żyć w kraju, w którym są perspektywy, a nie w kraju, w którym nie działa sprawiedliwe prawo, nie ma niezależnych sądów, nie będzie też inwestycji. W efekcie wszyscy będą tam biedni – wyjaśnia powody swoich przenosin do Polski.

Michał jest w szczególnym położeniu. Jest informatykiem, ma doświadczenie zawodowe, skorzystał z programu relokacji do Polski przygotowanego przez jego firmę.

– Wiedzieli, że wielu z nas rozważa wyprowadzkę z Białorusi. Woleli wyprzedzić nasze odejścia i zaoferować nam relokację, choć koszta pracy w Polsce są wyższe – wyjaśnia Michał.

Na Białorusi znajdują się siedziby międzynarodowych firm informatycznych. Zazwyczaj pracują dla partnerów z Europy Zachodniej albo USA. Pracowników rekrutują wśród absolwentów uczelni technicznych, które zostały na Białorusi po upadku Związku Radzieckiego. Korzystają też ze specjalnych stref ekonomicznych, w których pracownicy płacą tylko 10 proc. podatku dochodowego, są też ulgi dla samych firm.

Na początku stycznia 2021 r. podatki jednak wzrosły do 14 proc. Oficjalnie: bo potrzeba pieniędzy na walkę z COVID-19. Nieoficjalnie: bo pracownicy branży IT wspierali protesty w 2020 r.

Michał twierdzi, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy z jego firmy w ten sposób przeniosło się do Polski 300-500 osób. Wiele z nich wraz z rodzinami. Michał sądzi, że gdyby zliczyć takie osoby ze wszystkich oddziałów dużych firm IT na Białorusi, oznaczałoby to tysiące pracowników IT, którzy przenieśli się do Polski tylko w tym krótkim czasie. I ten ruch może odpowiadać za znaczną część wzrostu pozwoleń na pobyt wydanych obywatelom Białorusi.

Wielu Białorusinów przyjechało do Polski jeszcze pod koniec ubiegłego roku i pracowali w oparciu o trzymiesięczne wizy. To znaczy, że w danych na temat stałego pobytu mogą pojawić się z opóźnieniem. I mogą złożyć się na to, że wzrost imigracji w 2021 r. będzie jeszcze wyższy, niż wskazuje nasza uproszczona prognoza.

– Polska administracja w ubiegłym roku szybko wdrożyła program ułatwiający relokację z Białorusi – wskazuje Kubisiak. – Rząd z jednej strony na arenie międzynarodowej naciskał na Łukaszenkę, z drugiej korzystał na tym, że Białorusini chcą wyjeżdżać. Wakatów w polskiej branży IT jest bardzo dużo, pracodawcy od lat narzekają na brak pracowników. To sposób, żeby ich tu ściągnąć - dodaje.

Drugą branżą, która korzysta na ucieczkach z Białorusi, jest transport.

– Kiedy przekraczam granicę, zazwyczaj w autobusie jest przynajmniej kilka osób, które w Polsce pracują jako kierowcy ciężarówek – mówi Michał.

Wzrost imigracji w tym roku to też zapewne w pewnej mierze skutek odwleczonych wyjazdów. Część migrantów mogła planować uzyskanie pozwolenia na pobyt już w ubiegłym roku, ale wszystko się opóźniło ze względu na ograniczenia pandemiczne.

– W danych krótkoterminowych widzieliśmy, że wielu imigrantów wyjechało na Ukrainę w czasie pierwszej fali pandemii. Ale potem, latem, wracali – wskazuje Kubisiak.

W 2021 roku widzimy też wzrost imigracji z Rosji i Gruzji. W przypadku imigracji z Rosji nie mamy pewności, z jakich regionów Rosji przybywają migranci do Polski. Możliwe, że dominują wśród nich osoby pochodzące z republik zakaukaskich, m.in. z rządzonej przez dyktaturę Ramzana Kadyrowa Czeczenii, albo z Kaliningradu.

Zdaniem Kubisiaka może to też mieć związek ze stanem gospodarki w Rosji, której dały w kość spadki cen ropy w 2020 r.

Widzimy również wzrosty migracji z Uzbekistanu i Azerbejdżanu.

Czy jadą dalej, na Zachód?

Pozwolenia na pracę wydawane w Polsce imigrantom umożliwiają im pracę tylko w Polsce. Do reszty UE mogą wyjeżdżać, ale jedynie turystycznie. Czy mimo to decydują się na opuszczenie Polski?

– Moim zdaniem skala tych wyjazdów na zachód jest niewielka – wskazuje Kubisiak. – W Polsce mogą pracować legalnie, obejmuje ich prawo pracy. Dalej mogą jechać do pracy na czarno. A tam zdarzają się kontrole inspekcji pracy, jeśli kogoś złapią na nielegalnej pracy, utraci prawo pracy w całej Unii. Dlatego oczywiście są osoby, które się na to decydują, ale to mniejszość. Tym bardziej że i w Polsce zarabiają kilkakrotnie więcej niż na Ukrainie czy Białorusi.

Dodatkową zaletą pracy w Polsce jest dla nich znajomość języka. Ukrainiec, Białorusin czy nawet Rosjanin jakoś się dogada, także z kolegami z pracy. Stosunkowo łatwo mu też nauczyć się języka. W Niemczech będzie mu trudniej.

Zbiegami okoliczności udaje się też unikać największych wzrostów uprzedzeń względem Ukraińców.

– Stałym elementem niechęci towarzyszącej migracjom jest walka o miejsca pracy, dumping cenowy – wyjaśnia Kubisiak. – A imigranci ze wschodnich stron zajmują miejsca pracy, których Polacy często nie chcą. Złożyło się też tak, że kiedy w kryzysie pandemicznym ludzie tracili pracę, Ukraińcy wyjeżdżali. Wrócili, kiedy wszystko wracało do normy, więc nie było momentu ostrej rywalizacji z polskimi pracownikami.

Kiedy rozmawiałem z demografem prof. Piotrem Szukalskim, wskazywał, że Polsce brakuje prawdziwej polityki migracyjnej. Zachęty dla wykwalifikowanych pracowników z Białorusi to element takiej polityki, ale zdaniem Kubisiaka ciągle brakuje spójnego systemu:

– Jesteśmy mistrzami świata w liczbie osób, które przekraczają granicę w tę i z powrotem. Ale w polityce migracyjnej chodzi o to, żeby przyciągać tych, których naprawdę brakuje. Powinno to być robione kwotowo, że tylko do takiej branży, tyle do takiej.

Tymczasem Ukraina, główny kierunek, z którego przybywają do Polski imigranci, sama jest w głębokim kryzysie demograficznym. Emigracja do Polski się do tego problemu dokłada.

– Nie jest w naszym interesie, żeby wydrenować Ukrainę całkowicie. Nie możemy w perspektywie dekad opierać polityki migracyjnej wyłącznie na Ukrainie – wskazuje Kubisiak.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.