Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kup prenumeratę Wyborczej i pomóż Ukraińcom z Mariupola

Grupa Granica – koalicja organizacji pomocowych, która do niedawna działała głównie na granicy polsko-białoruskiej – jest dzisiaj też na granicy polsko-ukraińskiej. O tym, jak pomagać mądrze, rozmawiam z jej przedstawicielem Jakubem Sypiańskim.

Podczas kryzysu na granicy polsko-białoruskiej daliście się jako Grupa Granica poznać z intensywnego wykorzystywania narzędzi internetowych. Teraz też działacie na tym polu – publikujecie aktualizowaną mapę potrzeb. Skąd ten kierunek?

Jakub Sypiański: Wąskie gardło całego systemu pomocowego dzisiaj tkwi w koordynacji. Pospolite ruszenie pomocowe jest bardzo duże, powstaje dużo inicjatyw, ale w takiej sytuacji tym ważniejsze jest, żeby to wszystko spiąć, żeby pomoc docierała do ludzi i była maksymalnie wydajna.

Dlatego oprócz innych inicjatyw, na przykład dyżurów telefonicznych, które teraz prowadzimy po ukraińsku, tak jak wcześniej po arabsku i kurdyjsku, próbujemy koordynować pomoc.

To się wzięło z powtarzających się pytań na rozmaitych grupach w internecie. Ludzie mówili, że mają auto, pytali, dokąd jechać, inni odpisywali. To sprawiało, że trzeba było wykonywać dużo czynności, żeby to skoordynować. A teraz mamy mapę, można spojrzeć, gdzie co jest potrzebne i po prostu jechać.

Skąd wiecie, czego gdzie potrzeba?

Mamy współpracowników, koordynatorów na poszczególnych przejściach. To albo wolontariusze, albo osoby, które znamy i które są akurat przy którymś z przejść. Próbujemy poszerzać siatkę kontaktów, zapraszamy osoby i organizacje, które są na miejscu, żeby się z nami kontaktowały.

Z mapy dowiadujemy się też, jak wygląda sytuacja po stronie ukraińskiej, gdzie są najdłuższe kolejki. Skąd macie te informacje?

To wiemy od ukraińskich służb granicznych, które regularnie publikują komunikaty na ten temat.

Widzę na mapie, że na którymś przejściu potrzebni są wolontariusze. Co się robi na miejscu, kiedy jest się wolontariuszem?

Wolontariusze działają w różnorodny sposób. Nie da się przewidzieć, co będzie akurat potrzebne. Osoby uciekające przed wojną mają potrzeby prawne, organizacyjne, wolontariusze wykonują dużo telefonów, ale też pracują w magazynach, kierują ruchem przyjeżdżających i odjeżdżających.

Nie znam ukraińskiego ani rosyjskiego. Też się przydam?

Znajomość języka nie jest niezbędna, bo na granicy są bardzo duże potrzeby . Zachęcam do wyjazdów, ale przestrzegam też przed gorączką pomagania. To nie jest sprint, szykujmy się na maraton. Zawsze można przyjechać trochę później, osoby z Ukrainy będą jeszcze długo przekraczać naszą granicę.

Uważajcie na siebie i dbajcie o swoje samopoczucie psychologiczne, bo inaczej będzie bardzo trudno nam pomagać przez dłuższy czas. Jeśli sytuacja w danej chwili was przerasta – poczekajcie.

Widzę na mapie, że potrzebne są w niektórych miejscach zapasy. Co powinienem w takiej sytuacji przywieźć?

Tak szczegółowych informacji nie udaje nam się jeszcze zbierać. To jest kolejne wyzwanie, żeby w skoordynowany sposób odpowiadać na konkretne potrzeby. Liczę na to, że wejdą tutaj większe organizacje pomocowe, które mogą pomagać na stałe, na stałe mieć koordynatorów.

Cały czas jesteście też aktywni na granicy polsko-białoruskiej.

Tam też są osoby uciekające przed wojnami, które szukają schronienia w Polsce. Tylko na tym odcinku spotykamy się z zupełnie inną reakcją władz, z apartheidem uchodźczym. Matka z dzieckiem uciekająca przed wojną ukraińską dostanie specjalne przepisy i pomoc od rządu. Ale taka sama kobieta uciekająca przed wojną syryjską zostanie wypchnięta do lasu. Trudno nie dostrzec, że różni je wyłącznie rasa i region, z którego pochodzą.

W podlaskich lasach ciągle odbywają się wywózki. W ciągu ostatniego tygodnia wywieziono do lasu m.in. osiem osób spod Siemianówki i cztery z okolic Białowieży.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.